środa, 9 września 2020

Polska droga do kolejnego upadku - część VIII (PO, czyli Ewa Kopacz)

Rząd Ewy Kopacz Koalicja utworzony w ramach koalicji PO/PSL (od 22 września 2014 do 16 listopada 2015)

Donald Tusk zostawił partię w rozsypce, na zakończenie jednak mianował nowego Premiera Polski, panią Ewę Kopacz. Sejm klepnął nominację i Polska miała nierozgarniętą panią Premier, która nad niczym nie panowała. Zaplecze też nie było najlepsze, a afera taśmowa trwała w najlepsze. Dobrze, że dinozaury już wyginęły, bo strategia długotrwałego rzucania w nie kamieniami, raczej nie byłaby skuteczna.

Niełatwe zadanie postawione przed Panią Premier okazało się zbyt trudne. Pani Kopacz mierzyła się z coraz to większymi tarciami w partii rządzącej. Co gorsza, wydawało się, iż rządy koalicji PO/PSL powoli kończyły się i nawet sprzyjające media nie mogły powstrzymać nieuniknionego.

Wybory samorządowe z listopada 2014 r. przejdą do historii, jako najmniej wiarygodne po 1989 r. W głosowaniu do sejmików wojewódzkich, aż 17% głosów było nieważnych. Niespotykana skala, która nigdy wcześniej, ani później nie miała miejsca. Można rzec, fenomen w całym demokratycznym świecie zachodnim. To właśnie od tych wyborów, coraz częściej pojawiają się wątpliwości w zakresie wiarygodności podawanych wyników. Należy nadmienić, iż aż 48% głosów nieważnych, to głosy puste, a więc takie, których na pewno nikt nie sfałszował. Wybory te z pewnością pokazały ogromny sprzeciw dla aktualnej klasy politycznej i stylu rządzenia krajem. Stały się też początkiem końca rządów koalicji PO/PSL.

Jeszcze w styczniu 2015 r. Adam Michnik, wieloletni naczelny Gazety Wyborczej wygłosił tezę, iż prezydent Komorowski mógłby przegrać wybory jedynie wtedy, gdyby pijany przejechał na pasach zakonnicę w ciąży. Maj tego samego roku pokazał, że Pan Komorowski mógł przegrać bez tego tragicznego zdarzenia.

Mieliśmy nowego Prezydenta, a politykom Platformy Obywatelskiej puszczały nerwy i szukali ucieczki z tonącego okrętu. Powstała Nowoczesna, która miała być nowym wehikułem utrzymującym polityków w środku sceny politycznej. A może bardziej prawdziwe byłoby stwierdzenie, że chodziło tylko i wyłącznie o utrzymanie się przy korycie. Najpierw było UD i KLD, później UW, następnie PO. Teraz był czas na Nowoczesną i tylko Grzegorzowi Schetynie Platforma Obywatelska może dziękować, że jeszcze jest na scenie politycznej.

Nadciągająca katastrofa wyborcza zmobilizowała rządzących do kolejnego psucia państwa prawa. W czerwcu 2015 r. znowelizowano ustawę o Trybunale Konstytucyjnym, przy której w pracach parlamentarnych czynnie pracował Prezes Trybunału Andrzej Rzepliński i wiceprezes Stanisław Biernat. Jak to się ma do trójpodziału władzy, nie wiem. By Trybunał Konstytucyjny był wciąż PO-wski, maksymalnie opóźniono wybory parlamentarne, a dodatkowo mianowano dwóch sędziów na tak zwaną zakładkę. Miało to dać pięciu nowych sędziów mianowanych przez koalicję rządzącą. Stało się inaczej i zachłanność PO została zastąpiona zachłannością PiS. To oni wzięli pełną pulę.

Nacjonalizacja Alior Banku. W maju 2015 roku PZU kupuje 25% akcji Alior Banku za 1,6 mld zł. Aktualnie akcje te warte są 453 mln zł. Cóż się stało, że po pięciu latach cena banku spadła ponad czterokrotnie?

Wartym odnotowania wydarzeniem w czasie rządów Ewy Kopacz było podjęcie decyzji przez policję, by strzelać gumowymi kulami do górników przed siedzibą Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Warto też pamiętać, że każdy Marsz Niepodległości to była wielka rozróba prawdopodobnie wzniecana przez prowokatorów związanych z ówczesną władzą. Po 2015 r. Marsze Niepodległości przebiegają spokojnie i jedyne co im się zarzuca to kilka flag niepoprawnych politycznie. 

Podsumowując osiem lat rządów PO/PSL należy zauważyć, że następowało systematyczne demolowanie państwa prawa. Trybunał Konstytucyjny, Sąd Najwyższy, Narodowy Bank Polski, były otwarte na sugestie rządzących. To właśnie ta koalicja przekroczyła wiele granic, które nigdy nie miały być przekroczone. Niestety w Polsce nie było siły politycznej, która zatrzymałaby ten proces. Za to następcy kontynuowali działania odbierające wiarygodność instytucją państwowym.

Jak wszystko na świecie, coś ma swój początek i koniec. Tak też było z rządami PO/PSL. Ludzie przyjmowali ich rządy z wielką nadzieją, niestety koniec nie dawał nadziei na nic. Polska przez osiem lat była w permanentnym kryzysie, w budżecie pieniędzy wciąż brakowało, a ludzie ledwo wiązali koniec z końcem.

Nieudolność i obietnice, tak można podsumować osiem lat rządów PO/PSL.

Kończąc tę część, jak zwykle przechodzę do wskaźników gospodarczych, które pokazują, co się działo za rządów Ewy Kopacz.

W 2015 r. deficyt budżetu państwa wyniósł 42,6 mld zł. Jeżeli chodzi o kursy walut w ostatnim dniu rządów, to jest w dniu 16 listopada 2015 r., kursy przedstawiały się następująco: USD 3,9581 (osłabienie PLN o 22% stosunku do początku rządów); EURO 4,2472 (osłabienie PLN o 1%), a CHF 3,9328 zł (osłabienie PLN o 14%).

A jaki to miało wpływ na inne wskaźniki ekonomiczne? Wzrost PKB w 2015 r. był na poziomie 3,8,  inflacja w 2015 r. wyniosła -0,9%, a bezrobocie spadło do poziomu 9,8%.

niedziela, 6 września 2020

Polska droga do kolejnego upadku - część VII (PO, czyli Donald Tusk)

 Rząd Donalda Tuska Koalicja utworzony w ramach koalicji PO/PSL (od 9 listopada 2007 do 22 września 2014)

Po dwóch latach wojny Polsko – Polskiej przyszedł czas na nowe, światłe rządy. Rządy, których celem, przynajmniej tak głoszono, była liberalizacja gospodarki oraz obniżenie podatków. Czy ktoś jeszcze pamięta słynne w tamtych czasach "3 x 15"? Jeden z podstawowych niegdyś postulatów PO, czyli obniżenie podatku liniowego, VAT oraz CIT do 15%. Jakże piękne hasło, na które niejeden dał się nabrać.

Expose nowego Premiera trwało rekordowe trzy godziny i siedem minut. To właśnie była zapowiedź tych rządów. Oczywiście nie obietnice, jakie zostały wygłoszone, ale te ponad trzy godziny przemowy. Donald Tusk umiał długo i ładnie mówić, wskazywać winnych, wycinać groźnych oponentów w ramach macierzystej partii. Umiał stać się prawdziwym przywódcą, gdyż otaczał się miernotami, a wyróżniający się politycy, byli usuwani w cień. Prawdziwy despota, ukazujący się jako największy i najbardziej oświecony demokrata.

Jakże piękna była obietnica Donalda Tuska, iż każdy minister, który jedynie pomyśli o podnoszeniu podatków, wyleci z jego rządu. Szef MSZ Radosław Sikorski twierdził, że jak coś się dwa razy obieca, to ta jakby raz się dotrzymało. Tak właśnie było. Obietnice bez pokrycia i prawdziwe działanie w przeciwnym kierunku. Mieliśmy politykę "ciepłej wody w kranie" przekazywanej obywatelom przez w pełni "pluralistyczne" media.

Zapowiadane obniżenie podatków oznaczało ich podwyżki. Zapowiadana liberalizacja gospodarki przynosiła kolejne bariery. Oczywiście wszelkie działania koalicji PO/PSL były "niezbędne" i to właśnie było przekazywane w pluralistycznych mediach, w których zarówno Polsat, TVN i TVP mówiły jednym głosem. Jeden właściwy przekaz dla Polaków.

Po co telewizje miały informować o przesłuchaniu Bronisława Komorowskiego w sprawie WSI? Przecież to Polaków z pewnością nie interesuje. Naród powinien doceniać światłego Prezydenta i z "bulem" serca patrzeć na szaloną opozycją. Po co nowa opozycyjna telewizja na naziemnym multipleksie? TV Trwam tylko mieszałoby w moherowych głowach Polaków. Były lepsze telewizje i bardziej obiektywne. Niestety sto siedemdziesiąt pięć demonstracji w sprawie Telewizji Trwam wymusiły wprowadzenie jej na multipleks naziemny. Druga z demonstracji, która odbyła się 29 września 2012 r., zgromadziła pięćset tysięcy ludzi, a petycję w sprawie TV Trwam podpisało dwa i pół miliona ludzi.

Ledwo PO/PSL przejęła władzę, zaczął się kryzys światowy. Jeden z czterech największych banków w USA, Lehman Brothers we wrześniu 2008 r. ogłosił upadłość, co pociągnęło za sobą panikę na giełdzie i wielkie problemy gospodarek. Złotówka automatycznie zareagowała na problemy i natychmiast się osłabiła. Po okresie szybkiego umacniania się teraz siła nabywcza naszej waluty spadała jak kamień w wodę. Pierwszy etap problemów frankowiczów właśnie się zaczynał, ale o tym jeszcze nikt nie myślał. Za to w szybkim tempie banki wycofywały się z kredytów w walutach obcych, a państwo polskie "liberalizując gospodarkę" w niedługim czasie całkiem je ograniczyło. Pierwszy etap "dymania naiwniaków" skończył się i tanie kredyty stały się niegdysiejszym snem i czarną przyszłością. Pojawiły się wielkie zobowiązania, po kupionych zbyt drogo mieszkaniach.

PO nie radziło sobie z problemami. Ministrem Finansów był Jacek Rostowski, który ukończył w Anglii London School of Economics and Political Science i otrzymał tytuł, który odpowiadał naszemu magistrowi. Wymaganie stawiane ministrowi finansów znacząco spadły, ale jak miało się okazać, dno nie zostało jeszcze przebite. Minister nie umiał ściągać podatków ani kontrolować wydatków. Dziura budżetowa niebezpiecznie się powiększała, a to w przyszłości groziło Trybunem Stanu dla całego rządu.

Najbardziej jaskrawym przypadkiem nieudolności rządów PO PSL było ściąganie podatku VAT. Wpływy z tego tytułu stały w miejscu, rosła za to tzn. luka VAT-owska, która była największa w Europie. Staliśmy się prawdziwym eldorado dla oszustów podatkowych. Wpływy w latach 2008 - 2015 wahały się od stu do stu dwudziestu czterech miliardów zł. Wprowadzona w 2010 r. "tymczasowa" podwyżka podatku VAT o jeden punk procentowy, niewiele dała budżetowi, za to oszustom nieznacznie zwiększyła zysk. Warto wspomnieć, że "tymczasowa" podwyżka, mająca obowiązywać trzy lata, trwa do dzisiaj.

Wciąż budżet się nie domykał, a rząd szukał dodatkowych wpływów. No i znaleziono. W grudniu 2011 r. podniesiono składkę rentową o dwa punkty procentowe. Na szczęście dla rządu "niezależny" Trybunał Konstytucyjny uznał, że składka rentowa nie jest podatkiem i tym samym, była możliwa ekspresowa zmiana budżetu, niemożliwa w przypadku niepomyślnego dla rządu wyroku TK.

Jak to dobrze, że w tamtych czasach mieliśmy "niezależne" instytucje, które były w pełni akceptowane przez Unię Europejską. Do takich "niezależnych" instytucji należał także NBP, którego prezes Marek Belka w roku 2013 rozmawiał z Bartoszem Sienkiewiczem i proponował "wsparcie" NBP-u w zamian za dymisję Rostowskiego. Dymisja Ministra Finansów faktycznie się odbyła, ale kto by łączył to z wcześniej odbytą rozmową. "Niezależny" był także Sąd Najwyższy, który w 2008 r. wydał wyrok, iż środki gromadzone w Otwartych Funduszach Emerytalnych są środkami publicznymi, a nie prywatnymi. To zaś pozwoliło na późniejszy skok na kasę Polaków.

Mimo wielu kroków "obniżających" podatki, dziura budżetowa nie malała. Już w 2010 r. Polska przekroczyła pierwszy próg ostrożnościowy (dług publiczny wyższy od 50% PKB). Przekroczenie progu wymuszało utrzymanie deficytu budżetowego w relacji do osiąganych dochodów nie wyższego niż w roku poprzednim. Jakże niewygodny wymóg, gdy rzeczywistość nie dała się naginać i deficyt budżetowy roku 2013 nie chciał być niższy niż w roku poprzednim. Jednak dla chcącego, nic trudnego. 16 lipca 2012 r. rząd ogłosił, że zawiesza pierwszy prób ostrożnościowy, a dziesięć dni później ustawa była już w Senacie. Wspaniałe działanie demolowania finansów publicznych.

Jako że kasy wciąż brakowało, w maju 2012 r. uchwalono podwyższenie wieku emerytalnego: dla kobiet o pięć lat, a dla mężczyzn o dwa lata. Tak, kolejna obietnica została spełniona odwrotnie. Obiecano przed wyborami, że nie podwyższą wieku emerytalnego, więc go podwyższyli.

Kogo zresztą obchodziło demolowanie państwa prawa przez koalicję PO/PSL. To w końcu PiS był głównym zagrożeniem demokracji. Zresztą telewizje nie zauważały problemu, bo i po co? Swojego ruszać?

Niestety śmiałe działania rządu "obniżające" podatki nie zmieniały sytuacji i próg ostrożnościowy zapisany w konstytucji zbliżał się wielkimi krokami. A jego przekroczenie oznaczało Trybunał Stanu dla rządzących. Dla rządzących nie było jednak problemu. Ustalili, że sto pięćdziesiąt miliardów złotych, które były w OFE trzeba przejąć i zmniejszyć zadłużenie Państwa. Tak też zrobiono i tymczasowo dług państwa w magiczny sposób zmniejszył się. Żeby było zabawniej, swoje działania nazwali reformą systemu emerytalnego, a klepnął to wszystko "niezależny" Trybunał Konstytucyjny. Zresztą Prezes Trybunału nie widział nic zdrożnego we współpracy z partią rządzącą, o czym będzie nieco później.

Polacy często uważani za rewolucjonistów, potulnie jak baranki przyjmowały kolejne wspaniałe działania rządów Tuska. Nie obchodziła ich nieudolność rządzących, nie zbudziła z letargu katastrofa Smoleńska, gdy nowy Prezydent Bronisław Komorowski stwierdził, że "Państwo Polskie się sprawdziło". Próbowali sobie tłumaczyć, że Afera Amber Gold i praca syna premiera w spółce córce tej instytucji, to normalność. Nie zbudziło także podwyższenie wieku emerytalnego, kradzież pieniędzy z OFE. Nie zwracano także sobie głowy seryjnym samobójcą, którego ofiarami byli m.in. Andrzej Lepper (były wicepremier), Leszek Tobiasz (świadek oskarżenia w aferze marszałkowskiej, dotyczącej m.in. Bronisława Komorowskiego, Remigiusz Miś (technik pokładowy JAK-a 40, który wylądował tuż przed katastrofą smoleńską i który twierdził, iż słyszał komendę dotyczącą obniżenia lotu do 50 metrów); generała Petelickiego (twórcę GROM-u).

Okazało się jednak, iż polskie służby nie są monolitem i pojawiła się afera taśmowa. To ona zatrzęsła w posadach koalicją PO/PSL i to też spowodowało, iż rządy koalicjantów nie przedłużyły się na trzecią kadencję. Mną osobiście wstrząsnęła informacja o prowokacji dotyczącej podpalenia budki strażniczej przed ambasadą rosyjską oraz układanie się Marka Belki z rządem. Ludzie zaś przede wszystkim mówili o wulgarnym języku i słowach pani Bieńkowskiej, iż "tylko idiota może pracować za sześć tysięcy złotych"

Czy Pan Donald Tusk przekalkulował, że w Polsce już nic go nie uratuje i postanowił uciec? Czy też może mocarze Europy stwierdzili, iż zrobił swoje i może odejść na przygotowane dla niego stanowisko szefa Rady Europejskiej? Na pytania dotyczące przyczyn ucieczki Tuska, nie znam odpowiedzi. Faktem jest, iż zachowanie Tuska było dla niego typowe. Uciekł z tonącego okrętu, zostawiając po sobie bandę nieudaczników.

Kończąc tę część, jak zwykle przechodzę do wskaźników gospodarczych, które pokazują, iż sam marketing nie wystarczy, by dobrze rządzić. Wskaźniki ekonomiczne potwierdzają nieudolność rządu Donalda Tuska i jego ucieczka z Polski, może być przyjęta jako jedna z najlepszych jego decyzji.

W 2008 r. deficyt budżetu państwa wyniósł 24,3 mld zł, w 2009 r. 27,2 mld zł, a w 2010 r. 52,2 mld zł, w 2011 r. 25,1 mld zł, w 2012 r. 31,1 mld zł, w 2013 r. 42,2 mld zł, a w 2014 r. 29 mld zł. Jeżeli chodzi o kursy walut w ostatnim dniu rządów, to jest w dniu 22 września 2014 r., kursy przedstawiały się następująco: USD 3,257 (osłabienie PLN o 30% stosunku do początku rządów); EURO 4,1845 (osłabienie PLN o 14%), a CHF 3,465 zł (osłabienie PLN o 55%).

A jaki to miało wpływ na inne wskaźniki ekonomiczne? Wzrost PKB w 2008 r. był na poziomie 5,1%, w 2009 r. na poziomie 1,6%, w 2010 r. na poziomie 3,9%, w 2011 r. na poziomie 4,5%, w 2012 r. na poziomie 2%, w 2013 r. na poziomie 1,6% oraz w 2014 r. na poziomie 3,3%.

Natomiast inflacja w 2014 r. wyniosła 0%, a bezrobocie wzrosło do poziomu 11,5%.

środa, 26 sierpnia 2020

LGBT to nie ludzie, to ideologia

 "We Włoszech istnieją dwa rodzaje faszystów: faszyści i antyfaszyści"

"Wściekłość i Duma" - Ennio Flaiano

Pewnie już tytuł oburza, ale cóż począć, toż to przecież ta straszna wolność słowa.

Oczywiście śpieszę z wyjaśnieniem. Lesbijki, Geje, Biseksualiści oraz Transwestyci to oczywiście ludzie i nikt nie myśli inaczej. Dlaczego więc taka wielka afera o  słowa Posła Żarka, który nawet nie mógł rozwinąć swoich myśli, gdyż został wyrzucony ze studia przez "dziennikarkę" TVN.

Drażliwość osób wywodzących się z ruchu LGBT+ jest spora. Dlaczego oburzają się, iż LGBT zostało nazwane ideologią? Dlaczego jest to dla nich obraźliwe?

Dla mnie LGBT+, której symbolem jest sześciokolorowa tęcza,  to jak najbardziej ideologia. Ideologia to w końcu zbiór poglądów, które identyfikują daną grupę społeczną. Przy założeniu, że nie ma innych inteligentnych bytów (na przykład kosmici) ideologię mogą stworzyć tylko i wyłączenie ludzie. A tworzą ją, by wyrazić własne poglądy. Wydaje się proste, ale widocznie nie dla wszystkich.

Feminizm jest ideologią, a feministki są ludźmi, które je głoszą. Tak samo przedstawia się sprawa z LGBT, która jest ideologią głoszoną przez część Lesbijek, Gejów, Biseksualnych i Transwestytów, ale także i hetero, który identyfikują się z głoszonymi hasłami. Jeżeli jednak środowiska LGBT+ oburzają się na przyrównanie tych literek do ideologii, możemy te tezy nazywać eLGieBeTyzmem Plus, lub też inaczej i rozumiem, że wtedy wszystko będzie w porządku.

Przy odrobienie złej woli można by stwierdzić, iż ludzie tworzący ideologię eLGieBeTyzmu Plus są na tyle nierozgarnięci, iż nie zauważyli, że wymyślili ideologię i ją głoszą. Przy tym założeniu w zupełności rozumiem ich oburzenie. W końcu są ludźmi, a nie ideologią. Pełna zgoda! Tylko oznacza to, iż ich są po prostu dyskretnie inteligentni i wszelkie z nimi dyskusje są bezcelowe.

Powyższy wywód może być błędny, czego oczywiście nie wykluczam, dlatego też zachęcam, by ludzie LGBT+ ujawnili jaką ideologię głoszą i jak się ona nazywa.

Biorąc pod uwagę ich zachowanie, mogę z całą odpowiedzialnością przyjąć, iż wydźwięk jednej z tez jest następujący "Są równi i równiejsi i my jesteśmy równiejszymi". Kolejna to ostra walka z kościołem Katolickim, poprzez stałe profanowanie symboli religijnych. Nie przeszkadza im to jednak, by na swoich sztandarach nieść słowa "równość" "tolerancja". A profanacji, nie uznają za profanację. To tak jak ja bym komuś powiedział, że jest debilem, napluł mu na twarz i stwierdziłbym, że go nie obraziłem. Takie mało empatyczne środowisko chciejców.

Wydaje się stosowne, by przypomnieć, iż jeżeli żądamy od innych tolerancji, to sami bądźmy tolerancyjni! Nie plujmy na innych, nie profanujmy symboli religijnych, nie nazywajmy policji "PiS-owskimi kurw..i", nie niszczmy mienia prywatnego i publicznego. Od tego nie przybędzie wam zwolenników, a wiele osób nieangażujących się w te działania oberwie rykoszetem.

Chcecie małżeństw jednopłciowych, adopcji dzieci, aborcji, eutanazji, karania za homofobię, transfobię, obniżenia wieku zgody? Zorganizujcie się, wygrajcie wybory i wprowadźcie te postulaty. Ja będę przeciw, ale jak wygracie, to wy będziecie określać reguły. To wy będziecie mogli mnie osądzić i osadzić w więzieniu lub zastrzelić za nieprawidłowe poglądy.  Tak, wtedy wy będziecie panami świata.

Komunizm, jakże piękna ideologia. Społeczeństwo pozbawione ucisku i wyzysku klasowego. Wszyscy równi. Równi, ten sam postulat, a efekty? Rękami Lenina i Stalina wprowadzano istny "raj" na ziemi. Czyż nie wspaniała ideologia, gdzie każdy jest równy? Jej kolorem była czerwień. Czerwień spływającej krwi, stu milionów nieprawomyślnych ludzi.

A więc do dzieła. Cały postępowy świat jest wam przychylny. Ten czas jest wasz. Ziemia głodna jest czerwonej cieczy wypływającej z ciał nieprawomyślnych. Już na cenzurowanym są gminy, które uchwaliły Samorządową Kartę Praw Rodzin. Zostały wprowadzone na mapę tzn. Atlasu nienawiści. Dlaczego? Tylko dlatego, że uważają małżeństwo za związek kobiety i mężczyzny, co zresztą zapisano w "umiłowanej" Konstytucji. To jest nienawiść?

Jeszcze zrozumiem, że protestuje się przeciw uchwałom strefa wolna od ideologii LGBT. Tylko pojawia się pytanie, czy ta ideologia jest (tak jak ja uważam), czy też nie ma (tak jak uważają wyznawcy tej ideologii)? A jeżeli nie ma, to przeciw czemu protestują działacze LGBT+? Przeciw czemuś, czego nie ma?

Pamiętajcie, że historia lubi się powtarzać, a wahadło raz wychyla się w lewo, a raz w prawo. Im bardziej wychyli się w jedną stronę, tym bardziej odbije w drugą. Widać to po krajach Europy Zachodniej, w których jeszcze niedawno karano homoseksualistów, a teraz wynosi ich na ołtarze. W Polsce jesteśmy bardziej umiarkowani. Nie mieliśmy w prawie Polskim kary za homoseksualizm, a teraz nie chcemy wprowadzać udogodnień. Czy to nie jest lepsza droga?

Czy przychodzi czas, gdy nie tylko wolność słowa jest zagrożona, a także milczenie automatycznie przyjmowane jako sprzeciw?

Umiarkowanie jest zaletą, której nie można bagatelizować. Jak chcecie, to głoście swoje hasła, ale nie obrażajcie, nie profanujcie, nie niszczcie. Pokażcie, że zasługujecie na szacunek. Teraz tego nie widzę i was demonstrantów nie szanuję. Szanuję za to Gejów, Lesbijki, Biseksualistów i Transwestytów. To są ludzie, a nie ideologia.

poniedziałek, 17 sierpnia 2020

Król jest nagi

Powoli napływają z całego świata dane gospodarcze dotyczące drugiego kwartału. O ile kraje Unii Europejskiej od dawna nie przodują we wskaźnikach wzrostu PKB, to jeżeli chodzi o spadek, jesteśmy w światowej czołówce. Ba, jesteśmy zdecydowanymi liderami spadków.

Cóż takiego się dzieje w Europie, że mimo iż jest tak dobrze, jest tak źle?

Stary człowiek „Europa” złożony ze zlepku ideologicznie nowoczesnych państw, zapomniał, jak się pracuje. Jednak zanim do tego dojdziemy, pochwalmy się wynikami PKB podanymi rok do roku. Niekwestionowanym liderem jest Wielka Brytania, gdzie PKB w ujęciu rocznym spadł o 24,5%, za nim jest Hiszpania ze spadkiem 22,1% oraz Francja gdzie PKB spadł o 19%. Niemcy ze spadkiem 11,7% wypadły całkiem nieźle. W całej UE spadek ten wyniósł średnio 14,4% i to by sugerowało, że spadek w Polsce o 8,2% rocznie to wielki sukces „dobrej zmiany” Cóż patrząc na starą Europę, to faktycznie w sposób ekspresowy zaczęliśmy gonić bogatsze kraje, a PiS wspiął się na wyżyny nowej myśli ekonomicznej. Gonimy Europę, biedniejąc ekspresowo. Paradoks jakich wiele w Unii Europejskiej.

Niestety Europa staje się skansenem i jeżeli chcemy cokolwiek znaczyć, to porównywanie się z chorym człowiekiem nic nie da. No może z wyłączeniem dobrego samopoczucia Polaków, co też w pewien sposób wpływa na komfort życia. 

Zobaczmy, jak poradziły sobie inne liczące się kraje na świecie. W USA PKB rok do roku spadł o 9,5%, w Japonii o 9,9%, w Rosji o 8,5%, w Kanadzie o 8,2%, w Korei Południowej odpowiednio o 2,7% PKB. Chiny natomiast rok do roku urosły o 3,2%, Wietnam zanotował wzrost o 0,36%. Nie podaję danych z Ameryki Południowej, gdyż ich nie znalazłem.

Inne kraje nawet nie zbliżyły się do „greckiej tragedii” jaką mamy w naszej postępowej Europie. Czy Europa ma takiego pecha, czy też na jaw wychodzi od lat ukrywana prawda zapisana w starym, ale wciąż aktualnym przysłowiu „bez pracy, nie ma kołaczy"? Czy można budować bogactwo na przenoszeniu całego przemysłu do Azji, czy można budować bogactwo na gospodarce zero emisyjnej, która jest tylko iluzją starego, nieco zwariowanego zgreda? Niestety mimo ogólnonarodowej zgody oświeconych Europejczyków, nie da rady. Możemy zbudować skansen, ale tego chyba nikt nie chce.

Już teraz jesteśmy z jednej strony na łasce Chin, z drugiej zaś musimy uważać na upadające, ale wciąż silne Stany Zjednoczone Ameryki Północnej.

Chiny krok po kroku uzależniły nas od siebie. Nie wyprodukujemy bez nich leków, nie będziemy mieli części do samochodów, o nowoczesnych smartfonach możemy jedynie pomarzyć. Żyjemy mrzonką ekologii, a Chiny zarabiają na nas i z nawiązką wypuszczają w globalną atmosferę gazy cieplarniane i inne świństwa. Stajemy się niewolnikiem najludniejszego państwa świata, świetnie się przy tym bawiąc i prowadząc coraz to bardziej szalone eksperymenty społeczne. One niestety nie zwiększą naszego znaczenia, a jedynie utwierdzą obywateli w przekonaniu, że nic nierobienie jest możliwe.

USA kontroluje Europę poprzez nowoczesne technologie (Internet, Google) portale społecznościowe (Facebook, Twitter itp.) oraz oczywiście poprzez swoją walutę i potencjał zbrojny. Czy zdajemy sobie sprawę, że 87% światowego handlu jest rozliczana w dolarach? Czy korzystając z Google, Facebooka zastanawiamy się, do kogo należy? Oczywiście że nie. Nie interesuje nas także, czy za tymi wielkimi korporacjami stoi jakaś ideologia. Bo i po co? Możemy przecież mniej wiedzieć i jednocześnie więcej, gdyż parę wypowiedzianych słów do Asystenta Google daje odpowiedź na niemal każde pytanie. Jednak Internet nie zbuduje naszej mądrości i innowacyjności, to musimy zrobić sami. Niestety w zbiurokratyzowanych państwach niewiele możemy i nawet ci najbardziej uparci, często się poddają. Lepiej nic nie robić. Tak jest bezpieczniej.

Staliśmy się leniwi i bardzo podatni na manipulację. Czy ktoś kwestionuje Unię Europejską, która zatrzymała w rozwoju niemal całą Europę? Nie! Myślimy wręcz, że jest ona niezbędna do naszego życia. Nie umiemy powiązać zakazów i nakazów "wielkiego brata" z naszym komfortem życia. Nie rozumiemy rzeczywistości, w jakiej się znajdujemy i potrafimy wyjść na ulicę w obronie zabitego bandyty, który mierzył pistoletem do ciężarnej murzynki. Bronimy chuligana przed aresztem. Faceta, który pobił innego człowieka, tylko dlatego, że ma inne poglądy. Rzeczywistość stała się dla wielu nas zbyt trudna.

Czy przyszłość Europy to kraina debili żyjących w skansenie? Czy tylko na tyle nas stać, niegdyś panów całego świata? Czy na wypadek wojny z innym krajem, wyciągniemy kredki i napiszemy swój sprzeciw? 

Po starożytnym Egipcie zostały piramidy. Co zostanie po Unii Europejskiej? Każda cywilizacja kiedyś się kończy i zazwyczaj ten koniec nie jest wywołany najazdem wroga, jakimś kataklizmem, a postępującą degradacją kraju. Tak było w przypadku Cesarstwa Rzymskiego, tak będzie i z Unią Europejską.

Kryzys gospodarczy po raz kolejny obnaża prawdziwe oblicze Europy. Czy jak ktoś krzyknie „Król jest nagi” to obudzimy się z letargu, czy też wsadzimy gościa do więzienia?

Poznając odpowiedź, poznamy naszą przyszłość.

czwartek, 23 lipca 2020

Złoto i Srebro po raz drugi



W maju zamieściłem pierwszy felieton dotyczący możliwości inwestycyjnych. Teraz czas na drugi. Za nami bardzo udane miesiące dla inwestorów. Giełda mknie jak szalona, metale szlachetne biją wieloletnie rekordy, a waluty państw wschodzących umacniają się. Jednym słowem sielanka utworzona na fałszywym podłożu. 

Realna gospodarka oszukiwana przez niespotykane w historii emisje pustego pieniądza nie pokazuje prawdziwego oblicza. W Polsce tarcza antykryzysowa ukrywa bezrobocie, które pojawi się pod koniec 2020 r. W USA zapomogi dla bezrobotnych, często przekraczające ich przeszłe dochody z pracy, ukrywają siłę nabywcza obywateli. W Europie różnorakie programy pomocowe zaburzają przywrócenie punktu równowagi.  Fałsz na każdym kroku utrudnia właściwe zrozumienie sytuacji. 

A przed nami olbrzymia recesja, która nie tylko odbije się na finansach państw, ale i zwykłych obywatelach. Czeka nas bezrobocie, z którym będziemy walczyć przez kolejne lata. Aktualnie zaś przegrywamy walkę o zdrową gospodarkę przyszłości. Ratujemy każdego trupa, który w tych niesprzyjających warunkach powinien upaść. Im więcej uratowanych trupów, tym mniejsza konkurencyjność w przyszłości. Europa tonie, a my wraz z nią.

W Polsce stopy procentowe obniżono właściwie do zera, tym samym nie możemy już chronić naszych pieniędzy nawet w minimalnym zakresie. Inflacja ponad trzy procent, a lokat nie ma. Pozostają obligacje skarbu państwa, które oparte są na wskaźniku inflacji (cztero i dziesięcioletnie), ale one w pierwszym roku są oprocentowane na poziomie nie wyższym niż 1,7%. By uchronić część pieniędzy musimy zapłacić frycowe. Zostaliśmy pozbawieni możliwości przechowania wartości pieniądza w czasie. Im szybciej to zrozumiemy, tym lepiej.

A może warto zaufać rządowi i nic nie robić? Cóż, pytanie retoryczne. Jeżeli sami sobie nie pomożemy, to nikt nam nie pomoże. Niestety przeciętny Polak raczej nie zna się na ekonomii i nieraz został wmanewrowany w produkty bankowe, które zamiast zysków przyniosły straty. Teraz zaś został pozbawiony możliwości odkładania pieniędzy na przyszłość, bo pieniądze szybko tracą wartość. Musi zaryzykować. 

Pominę omawianie inwestowania w nieruchomości oraz wirtualny pieniądz, bo w poprzednim felietonie wspomniałem o tym. Co do akcji, które aktualnie rosną jak szalone, radziłbym trzymać się z daleka. Pojawią się wyniki finansowe firm i okaże się, że większość nie radzi sobie w niesprzyjającym covidowym otoczeniu. Rynek odkryje, że "król jest nagi" i nastąpi ewakuacja. Po zyskach inwestycyjnych pozostanie wspomnienie.

Ciekawą alternatywą po ostatnich spadkach wydaje się dolar (3,8zł) i tutaj można by co nieco zainwestować.

A teraz wracamy do złota, które w dłuższym okresie czasu bardzo dobrze sprawdza się jako przechowalnia wartości pieniądza. Tym razem pewnie też tak będzie, więc mimo ostatnich wzrostów nie jest to zła alternatywa. Pamiętajmy jednak, że niedługo pojawi się korekta i nie panikujmy w tym momencie. Fundamenty wzrostu są solidne. 

Ponownie wracam do srebra. Ostatnie dni byli istnym szaleństwem na rynku tego metalu. W ciągu trzech dni wzrosty były dwudziestoprocentowe. Rzecz raczej niespotykana na rynku metali i przynosząca w krótkim okresie korektę. Tak też pewnie będzie i tym razem. Póki co warto zauważyć, iż rynek numizmatyczny w Polsce jeszcze nie odżył, więc jest wiele okazji do małych zakupów inwestycyjnych. To się wkrótce zmieni, ale na razie mamy wymarzoną sytuację.

Dlaczego więc srebro?
1. W tym roku wydobycie będzie mniejsze niż w poprzednich latach o cztery siedem procent.
2. Światowa emisja pustego pieniądza musi gdzieś znaleźć ujście.
3. Srebro aktualnie kosztuje dwadzieścia dwa i pół dolara za uncję trojańską, jego rekordowe notowania to czterdzieści pięć dolarów za uncję.
4. Światowa produkcja srebra to około dziewięćset milionów uncji, a to znaczy, że roczne wydobycie warte jest zaledwie dwadzieścia dwa miliardy dolarów. Rynek srebra jest niesamowicie płytki i w krótkim czasie może jego wartość wzrosnąć kilkakrotnie.
5. Światowe naturalne zasoby srebra są siedemnaście razy większe od złota, a srebro jest osiemdziesiąt razy tańsze od złota. Zazwyczaj proporcja ta wynosi pięćdziesiąt. Srebro wciąż jest niedowartościowane w stosunku do złota.
6. Srebro jest ubogim krewnym złota. Gdy złoto będzie za drogie, a właśnie tak się dzieje, ludzie rzucą się na srebro.
7. Czy wolałbyś mieć jedną złotą monetę ośmiogramową, czy też pięćdziesiąt srebrnych monet ważących nieco ponad czternaście gram? Są warte tyle samo.

To by było tyle jeżeli chodzi o indywidualne inwestycje. Teraz czas na krytykę naszego państwa. Jak Polska wykorzystuje fakt, iż KGHM jest drugim co do wielkości producentem srebra na świecie? 

Nie wykorzystuje. KGHM produkuje rocznie 1417 ton srebra. Sprzedaje je w formie granulatu lub sztabek o masie tysiąca uncji trojańskich (31 kg). A mógłby całość srebra sprzedawać do NBP, który z jednej strony trzymałby część rezerw w srebrze, a część przeznaczył do sprzedaży w formie monet jedno uncjowych (a nie jak teraz o nietypowej masie 14,14 lub 28,28 grama) monet jedno kilogramowych oraz sztabek inwestycyjnych. Właśnie na takie typowe produkty jest zapotrzebowanie na całym świecie.

Czy Polacy nie umieją robić takich prostych rzeczy? 

Dodatkowo KGHM produkuje rocznie 3,1 ton złota. Czy NBP nie powinien kupować złota wydobywanego przez KGHM? I trzymać je w formie rezerw oraz częściowo sprzedawać w formie ustandaryzowanej. Prościej nie da się zarobić. 

Mamy złotą kurę i nawet o tym nie wiemy.

Od autora: Niniejszy felieton nie jest doradztwem inwestycyjnym, wyraża jedynie poglądy osobiste autora.