środa, 6 stycznia 2021

Słaba Europa silne Niemcy

W nowy rok wchodzimy w pandemicznych nastrojach i z wolnością podobną do tej z czasów zaborów, a to nie koniec naszych problemów. Pandemia rozsiana na całym świecie przyśpieszyła zmiany, o których przeciętny człowiek nie śnił i pewnie wciąż nie zdaje sobie z nich sprawy. Po raz kolejny zmienia się porządek świata, do którego tak szybko przywykliśmy.

Rok 1989 był na swój sposób szokujący i wydawałoby się, że trwały porządek świata ustanowiony w roku 1945 będzie jeszcze długo z nami. Nic bardziej mylnego! To, co miało być na wieki, rozpadło się jak domek z kart, przynosząc nam szansę wolności. Jak ją wykorzystaliśmy – wiemy. Zresztą każdy wie na swój własny sposób i możliwe, że wszyscy mają rację, lub też tej racji nie ma nikt. Obojętnie jednak jak będziemy traktować przemiany zapoczątkowane w 1989 roku, nie zmienia to faktu, że nie liczymy się na świecie i biorąc pod uwagę nasze krótkoterminowe myślenie, nie będziemy się liczyć nigdy.

Jednak te trzydzieści lat z hakiem niektóre narody wykorzystały wyśmienicie i to one na nowo porządkują świat. Z zapyziałego przeludnionego zakątka świata Chiny urosły do rangi hegemona i to one mogą dyktować warunki innym krajom. Jak to się stało, że zacofany technologicznie kraj, stał się jedną z dwóch najważniejszych gospodarek świata? Odpowiedź jest niesłychanie prosta i brzmi: "Oni myślą długoterminowo" To zaś pozwoliło im na przejmowanie technologii państw zachodnich, częściowo przez szpiegostwo technologiczne, częściowo poprzez umożliwienie kapitałowi zachodniemu wejście na ich rynek, by skorzystać z taniej siły roboczej. Krótkoterminowo i jednostkowo był to idealny interes dla gospodarek zachodnich. Wypchnęliśmy szkodliwy przemysł do Azji, w zamian otrzymując tani produkt i większe zyski dla poszczególnych firm. Cóż więcej chcieć?

Tak właśnie myślały kraje europejskie, do czasu aż pandemia nie odsłoniła ich słabości. Teraz już wiemy, że jesteśmy uzależnieni od Chin i bez nich nie mielibyśmy nawet leków, nie mówiąc o innych, mniej potrzebnych produktach. Wystarczy, by Chiny powiedziały "sprawdzam", a my po prostu rzucimy się na kolana, błagając o pomoc. Już niedługo to my będziemy zapyziałym końcem świata, ścigając się z Ameryką Południową i Afryką.

USA obudziło się nieco wcześniej i od paru lat próbowało nieco osłabić Chiny, niestety nieskutecznie. W przypadku Stanów sytuacja nie wygląda tak źle, jak u nas Europejczyków. To dolar wciąż jest walutą światową, to oni właśnie są największą potęgą militarną i gospodarczą, co ważne są samowystarczalni energetycznie i to u nich są największe korporacje międzynarodowe. Jedynym istotnym problemem są ich obywatele, coraz głupsi i coraz bardziej chętni do rozstrzygania sporów na ulicy. A każdy z nich ma prawo do posiadania broni. Jak będzie, zobaczymy, w każdym razie USA wciąż będzie liczyło się na świecie.

A co z Europą? Na arenie międzynarodowej systematycznie tracimy na znaczeniu i tak w dalszym ciągu będzie. W Europie zapomniano, że postęp to technologia, a nie światopogląd. Nowoczesność to nie równość, aborcja, eutanazja i adopcja dzieci przez pary jednopłciowe. Nowoczesność to nowe technologie, innowacyjne produkty, nowy sposób zarządzania korporacjami, oraz innowacyjne sposoby dotarcia do konsumenta.

 

Sama Unia Europejska nie przypomina tej sprzed trzydziestu lat i nie mówię tu o jej poszerzeniu o kraje Europy Środkowej, ale o zmianie znaczenia poszczególnych państw. Jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych w tej wspólnocie polityczno gospodarczej w miarę równorzędnymi partnerami było kilka krajów: Włochy, Wielka Brytania, Francja, Niemcy oraz Hiszpania. Z biegiem lat sytuacja jednak się zmieniła.

W 1990 roku Niemcy urosły poprzez zjednoczenie i istniała obawa, że powoli staną się najważniejszym graczem w Europie. Jak się okazało słuszna, bo Niemcy od zawsze byli karnym narodem, co znacząco ułatwiało zarządzanie nimi. I tak oto zwiększali oni swoje znaczenie w Europie kosztem państw peryferyjnych, a tych było coraz to więcej. Pierwszym znaczącym impulsem rozwojowym było przejęcie we władanie krajów Europy Środkowej. A tam trwała promocja i głupota.

Wpuszczono korporacje zagraniczne, sprzedawano fabryki za bezcen, sprzedawano dosłownie wszystko łącznie z mediami. A jak wiadomo, kto ma media, ten ma władzę i tak faktycznie było.

Nikt nie pomyślał o reparacjach wojennych, jakie powinni nam wypłacić Niemcy. Myśmy się cieszyli, że za kilkadziesiąt tysięcy marek Niemcy kupili mleczarnię, czy też inny zakład produkcyjny, który niedługo później likwidowali. Cieszyliśmy się, mogąc kupić ich lepsze produkty i symboliczne banany. Media zrobiły nam w głowie sieczkę i byliśmy jak te lemingi za rączkę prowadzone w niewolę. Dowiedzieliśmy się, że bezrobocie powstałe w Polsce po 1989 roku, było od zawsze, tylko ukryte. I taka bzdura była przyjmowana, bo wszystko, co złe, to wina PRL-u. W zamian otrzymaliśmy groszową pomoc UE, za którą mieliśmy być dozgonnie wdzięczni. Na otworzeniu państw Europy Środkowej dużo skorzystali także Francuzi i Holendrzy. Byliśmy niczym Eldorado dla bardziej rozwiniętych krajów Europy Zachodniej.

Niemcy garściami korzystali z naszej głupoty, ale nie tylko naszej. W 2002 r. w znaczącej liczbie krajów UE wprowadzono EURO, walutę, która promuje konserwatywną politykę gospodarczą, a więc taką, jaka od lat była prowadzona w Niemczech i Holandii. Jednak to nie obywatele tych krajów cieszyli się z Euro, ale takie kraje jak Grecja, Włochy, Hiszpania czy też Portugalia. Dla nich otwarły się niespotykane możliwości pożyczenia pieniądza niemal za darmo. Wystarczyło tylko sięgnąć po kredyt i już było się bogatszym. Tak też robili obywatele tych krajów, jak i same państwa. Rok 2007 powiedział sprawdzam. W Grecji popłynęły łzy i płyną do dnia dzisiejszego. Od kilkunastu lat nie umieją się pozbierać i z roku na rok biednieją, a ich znaczenie zmarginalizowało się.

Nieco lepsza, ale także tragiczna sytuacja jest niegdyś hegemona gospodarczego, czyli Włoch. Zadłużony kraj od kilkunastu lat nie umie wyrwać się z marazmu tak jak i kolejna duża gospodarka UE, czyli Hiszpania. Kraje te powoli stają się krajami peryferyjnymi zależnymi od coraz mocniejszych Niemców. Pierwszy kryzys przeżyła Francja, ale ten pandemiczny także zrzucił ją w krainę długów, których po prostu nie da się spłacić. Nie trzeba nikomu przypominać, że Wielka Brytania także ma swoje kłopoty gospodarcze, ale nie jest już w UE.

Tym samym w ciągu trzydziestu lat Niemcy pozbyli się wszystkich konkurentów do władzy i to one ciągną wózek jakim jest UE. To w czasie ich prezydencji zakończonej parę dni temu wprowadzono zapisy wiążące wypłatę środków z praworządnością. Co z tego, że zapis wejdzie za około dwa lata, one miną jak mgnienie oka, a my będziemy jeszcze bardziej pod ścianą. Kiedyś krzyczeliśmy "Nicea albo śmierć" i zgodziliśmy się na zabranie części suwerenności Traktatem Lizbońskim, który oczywiście wszedł po czasie. Zabrakło Polakom myślenia długoterminowego.

Pod koniec swojej prezydencji Niemcy zawarły traktat handlowy z Chinami. Z krajem który z pewnością jest bardziej praworządny w mniemaniu Niemców niż poniżana na każdym kroku Polska. To, co nie udało się w 1939 roku, udało się w 2020 roku. Niemcy stali się hegemonem europejskim, wyznaczającym kierunek całej Europy.

Niestety potęga gospodarcza całej Unii Europejskiej w ciągu omawianych trzydziestu lat stopniała i topnieć będzie dalej. W 1990 r. pięć największych gospodarek europejskich miało niemal szesnastokrotnie wyższe PKB od Chin, w 2019 r. siła gospodarcza pięciu największych gospodarek europejskich jest mniejsza niż siła Chin. Czy nam się to podoba, czy też nie Europa traci znaczenie na świecie i dopóki nie zmienimy nastawienia do postępu i nowoczesności, upadek będzie trwał nadal.

Witamy w Wielkich Niemczech dla niepoznaki nazywaną Unię Europejską.

PKB poszczególnych krajów w 1990 roku oraz w 2019 roku (podano w mld USD, czyli dopisujemy dziewięć zer) :

Niemcy 1990 r. – 1.398 mld USD, 2019 3.845 mld USD

Francja 1990 r. – 1.269 mld USD, 2019 2.716 mld USD

Włochy 1990 r. – 1.181 mld USD, 2019 2.001 mld USD

Hiszpania 1990 r. – 537 mld USD, 2019 1.394 mld USD

Wielka Brytania 1990 r. – 1.093 mld USD, 2019 2.827 mld USD

Chiny 1990 r. – 347 mld USD, 2019 14.342 mld USD

 

czwartek, 10 grudnia 2020

Wartości europejskie

Na początku lat dziewięćdziesiątych chciałem być takim samym Europejczykiem, jak ci z zachodu. Tam było wszystko najlepsze, a ludzie byli dobrzy, mądrzy i szczęśliwi i jeździli wypasionymi furami. Co najważniejsze, chcieli nam bezinteresownie pomagać, ale my tej pomocy nie chcieliśmy, przynajmniej oficjalnie. Stosunkowo niedaleko był raj na ziemi, do którego wstęp był zabroniony.

I nagle wszystko się zmieniło. Najpierw byliśmy stowarzyszeni z tą cudną krainą, a później staliśmy się prawie pełnoprawnym członkiem tej europejskiej organizacji. Otworzył się raj, a my staliśmy się jego częścią. Jak to się stało, że jego smak z biegiem lat stawał się coraz bardziej gorzki. Nie mówię, że dla wszystkich, bo nawet teraz większość Polaków jest za pozostaniem w Unii Europejskiej. Wciąż karmi się nas propagandą, że dzięki UE stajemy się coraz bogatsi. Tylko, czy aby na pewno? A jeżeli tak, to za jaką cenę? Na pytania postaram się odpowiedzieć w innym felietonie.

Pierwotne założenie było takie, że w Unii Europejskiej będzie wolny handel, nieograniczony przepływ kapitału, usług oraz pracowników. Cóż, stosunkowo fajny układ dla bogatych krajów europejskich, nie najlepszy dla nowych państw członkowskich. Zapłaciliśmy cenę, której nawet nie zauważyliśmy, w zamian otrzymując "trzydzieści srebrników". Szybko, nasze rodzime firmy zostały wyparte przez lepsze, zachodnie, kupowaliśmy lepszy zachodni towar, a młodzi ludzie nie widząc perspektyw (i słusznie) uciekli z Europy Środkowej do Zachodniej, by tam prowadzić godne życie. Wystarczyło kilkanaście lat, by młode społeczeństwo stało się starym, a to ogranicza możliwości rozwojowe na przyszłość. Cofnijmy się jednak kilka lat do tyłu.

Z biegiem lat okrzepliśmy i nowo budowane firmy Polskie, Czeskie, Węgierskie czy też Rumuńskie stawały się konkurencją dla tych z zachodu. Zmiany dotknęły także Unię Europejską, której celem nie była pomoc słabszym krajom, ale zrobienie z nich kolonii. Pojawiły się nowe zasady i bardzo dobrze znany w Polsce artykuł 7 Traktatu o Unii Europejskiej. Tak, na pierwszym miejscu pojawiła się "praworządność". Najważniejsza europejska wartość. A jaka jest, mogliśmy się przekonać po niedawnym wyrokiem TSUE dotyczącym zasad delegowania pracowników. Okazało się, że wolny przepływ usług może obowiązywać tylko wtedy, gdy nie robi krzywdy Francuzom, czy też Niemcom. Tym samym gdy polskie firmy transportowe, budowlane zaczęły stanowić prawdziwą konkurencję na rynku europejskim, to okazało się, że tak nie wolno i nie ma już wolnego przepływu w usługach. Niedobrzy Polacy mieli być kolonią, a nie równoprawnym członkiem UE. Wyrok TSUE potwierdził rację Francji, wyraźnie wskazując, kto rządzi w tym podobnym do Związku Radzieckiego tworze.

Mamy praworządność, która jest wspaniałym kijem na niepoprawne, biedniejsze kraje. Nie czarujmy się, kraje Europy Środkowo Wschodniej zbliżyły się do "starej" Europy, a to nie jest dobrze przyjmowane przez starych członków wspólnoty. Przygotowano pułapkę, którą o dziwo zobaczyli jedynie Polacy i Węgrzy. Pewnie i tak dadzą się przekupić, ale cóż począć. Fundusze uzależnione od praworządności. Nie dało się wymyślić nic lepszego, ale przecież my już to mamy! Bo jak należy odebrać decyzję odmowy przyznania dotacji gminom, które przyjęły uchwałę dotyczącą przeciwdziałania ideologii LGBT (gender)?

Zresztą po Polsce jeździ się jak po burej suce. Ostatnio była rezolucja potępiająca wyrok naszego Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Zakaz aborcji nie jest zgodny z wartościami europejskimi. Bo wartością europejską jest zabijanie nienarodzonych dzieci na życzenie. Tak jest niemal w całej Europie.

Co jeszcze jest wartością europejską?

Wydaje się, że eutanazja. Dopuszczalna między innymi w Holandii, Belgii, Niemczech, czyli kraju słynącego z pomocy przechodzenia na drugą stronę. Pomocy często towarzyszył czarny dym, wydobywający się z krematorium. Po co Europie uciążliwe jednostki? Na przykładzie prawa Holenderskiego widać jak Polska jest zacofana. U nas zakazano aborcji ze względu na ciężkie i nieodwracalne wady płodu, w Holandii dopuszczono, oczywiście pod pewnymi warunkami, eutanazję dla osób powyżej dwunastego roku życia. Co tam dzieci nienarodzone, można zabijać i te urodzone! I jak taki zacofany kraj jak Polska, może być postrzegany przez nowoczesnych Holendrów. Po prostu ręce opadają.

Nie da się ukryć, że kolejną wartością jest ideologia gender, w Polsce błędnie nazywana ideologią LGBT. Również i na tym polu znacząco odstajemy od postępowej Europy. W końcu małżeństwa jednopłciowe i adopcja dzieci przez te małżeństwa stała się normą. Nowinką zaś jest, iż przy pierwszym kontakcie nie rozpoznajemy płci Homo Sapiens'a. Może to być mężczyzna lub też kobieta, albo też osobnik innych kilkudziesięciu płci. Można też być mężczyzną w poniedziałek, a we wtorek kobietą. Bo czemu by nie? O zgrozo nas Polaków to śmieszy, a to niechybny znak że jesteśmy homofobami i należy się nam kara.

Znalazłem już cztery wartości europejskie, a więc szukam dalej. W dobrym tonie jest palenie kościołów. W 2019 r. we Francji podpalono 16 świątyń, a ataki na chrześcijan zdarzają się niemal każdego dnia. W tym przypadku mam jednak problem i wydaje się, że to nie jest kolejna wartość europejska. Trop był dobry, ale wartością, a nawet świeckim kultem jest podpalanie czegokolwiek i szeroko pojęta demolka. Każde zamieszki we Francji kończą się podpaleniami samochodów, bądź też innych rekwizytów znajdujących się w pobliżu. Podpalenia są także na topie w postępowej Holandii , o czym świadczy podpalenie trzech polskich sklepów. Podpalenia nie obce są też Szwedom oraz Niemcom. Polska w tym przypadku dopiero raczkuje i podpalenie mieszkania jest nie lada sensacją. Tym samym podpalenia i demolka wydają się kolejną wartością europejską.

Ostatnią wartością jaką udało mi się znaleźć, to coraz powszechniejsze enklawy islamskie, gdzie nawet policja boi się wchodzić. Z tego co wiem, to nie były podejmowane stosowne uchwały sankcjonujące islamskie getta, jak u nas w Polsce, w przypadku stref wolnych od ideologii LGBT, ale wydaje się że te oddolne inicjatywy są zdecydowanie skuteczniejsze. W Polsce nie było problemu, by sympatyk środowiska LGBT+ wieszał żółte kartki szkalujące samorządy, które podjęły decyzje dotyczące wyżej opisanej ideologii. Nie odpowiadał prawnie, jak kłamliwe żółte tablice zamieszczał w Internecie. Nikt go też nie atakował z mieszkańców gmin wolnych od ideologii LGBT. U nas jak zwykle prawo nie działa. Za to afera w UE musiała być. A była może afera, że do islamskich stref nie może wejść na przykład transwestyta? Jak kto chętny mogę założyć się o butelkę dobrej wódki, że ekscentrycznie ubrany biały transwestyta, będzie bezpieczniejszy w Kraśniu niż na przedmieściach Sztokholmu takich jak Rinkeby, Husby.

Na tym kończę marudzenie i powiem szczerze, że nie jestem postępowy, a wartości europejskie są dla mnie niestrawne.

 

wtorek, 1 grudnia 2020

Analiza

"Mój zmarły ojczym, Samuel Pisar, był jednym z dziewięciuset dzieci w swojej szkole w Białymstoku w Polsce, ale jedynym, które przetrwało Holokaust po spędzeniu czterech lat w obozach koncentracyjnych"

Przyszły sekretarz stanu opowiedział, jak Pisar, ukrywając się w lesie pod koniec wojny, usłyszał odgłos czołgu. Okazało się, że był to czołg amerykański. Pisar wybiegł przed niego.

Z maszyny wyłonił się czarnoskóry żołnierz, a Pisar miał wypowiedzieć jedyne trzy słowa po angielsku, których nauczyła go matka: "God bless America"

Anthony Blinken w swoim przemówieniu po otrzymaniu nominacji na stanowisko sekretarza stanu.

Podane za portalem Interia. https://wydarzenia.interia.pl/swiat/news-usa-przyszly-sekretarz-stanu-anthony-blinken-mowil-o-polsce,nId,4876640

Załóżmy że jestem obywatelem USA i wysłuchałem przemówienia nowego sekretarza stanu, czyli odpowiednika naszego Ministra Spraw Zagranicznych. Z tego też przemówienia postanowiłem zaczerpnąć nieco wiedzy historycznej. A więc zaczynamy.

Dowiedziałem się, że zmarły ojczym tego pana, uczył się wraz z dziewięciuset innymi uczniami w szkole w Białymstoku i w ciągu czterech lat Holokaustu, przeżył tylko on. Jako, że działo się to w Polsce, można przyjąć, że Polacy zabili wszystkich uczniów z Białegostoku z wyłączeniem Samuela Pisara. Dodatkowo dowiedziałem się, że był uwięziony w obozie koncentracyjnym (Polskim?), z którego prawdopodobnie zbiegł i ukrywał się w lesie. Tam właśnie usłyszał odgłos czołgu amerykańskiego (w lasach białostockich), z którego wyłonił się czarnoskóry żołnierz.

Te jakże ciekawe słowa wypowiada jeden z najpotężniejszych ludzi na świecie. Co to w skrócie może dla nas znaczyć? Pojawia się zajawka o Polsce i zdecydowanie jest powiązany z nim przekaz negatywny, czyli będziemy mieli pod górkę. Zresztą, to i tak było wiadomo, po zwycięstwie Bidena.

W wypowiedzi pojawiły się także akcenty zdecydowanie antyrasistowskie, sprzyjające Black Lives Matter. Mamy czołg amerykański gdzieś pod Białymstokiem, co już jest co najmniej ciekawą koncepcją, gdyż w czasie II Wojny Światowej wojska amerykańskie doszły jedynie do rzeki Łaby, gdzie spotkały się z wojskami rosyjskimi. Nawet gdy się uprzemy, że jeden jedyny czołg amerykański przebił się aż do Białegostoku, co byłoby świetnym scenariuszem do hollywoodzkiego filmu, to jakim cudem był tam akurat czarnoskóry żołnierz? Spróbuję powyższe informacje w jakiś sposób posklejać i w logiczny sposób wyjaśnić.

Zakładam, gdyż jakieś założenia należy przyjąć, iż samotny amerykański czołg prowadzony przez dzielnego czarnoskórego żołnierza, przejechał przez jeden z mostów na rzece Łaba, prawdopodobnie na podstawie przepustki dyplomatycznej. Przyjmuję iż przepustka była najpierw zaakceptowana przez urzędnika niemieckiego, na dalszym etapie powyższy dokument pozwolił także na wjazd na tereny zajęte przez Rosjan.

Znak ambasady amerykańskiej namalowany na czołgu, skutecznie zniechęcał żołnierzy niemieckich oraz rosyjskich do ataku, gdyż wiadomo było, iż jest to mobilna ambasada. Tutaj należy pochwalić pomysłodawców takiego rozwiązania, gdyż było ono niezwykłe sprytne i pozwoliło na uratowanie wyjątkowej osoby.

I tutaj jest kolejny, wydawałoby się zgryz. Skąd wiedziano, że ta osoba, była tak niezwykle istotna, że została przygotowana brawurowa, wydawałoby się skazana na porażkę akcja ratunkowa? I tutaj pojawia się Edgar Cayce, nazywany także „Śpiącym Prorokiem". Znany amerykański jasnowidz prawdopodobnie przewidział, że gdyby nie wpływ Samuela Pisara, na życie Anthony'ego Blinkena, ten nie byłby tym, kim jest. Oczywiście są to moje domysły, ale oparte na mocnych fundamentach. To było jedno z ostatnich proroctw Cayce, który zmarł 3 stycznia 1945 roku, tym samym wydaje się, iż to proroctwo jest jednym z najważniejszych tego sławnego jasnowidza. Najważniejsze i nieujawnione, co dodatkowo dodaje smaczku sprawie. Tym sam należy domniemać, iż od Anthony'ego Blinkena zależą losy świata.

I tutaj pojawia się kolejny jasnowidz, tym razem Pan Krzysztof Jackowski, który od kilku lat mówi o nowej wojnie światowej. Tym samym z całą mocą mogę powiedzieć, iż on wie, jaką rolę ma odegrać Anthony Blinken. Czy ujawni prawdę?  Obstawiam że tak, gdyż nasz jasnowidz lubi udzielać się w mediach.

Na pewno też trzeba postawić pytanie, dlaczego do akcji ratunkowej został wyznaczony czarnoskóry żołnierz, mimo iż w armii amerykańskiej wciąż panowała segregacja rasowa i bycie czołgistą dla Afroamerykanina było niemal niemożliwe. Jedynym wyjątkiem był 761 Batalion Czołgów, który w ciągu stu osiemdziesiątych trzech dni walk brał udział w wyzwoleniu trzydzieści europejskich miast, na pewno jednak nie było to na obszarze dzisiejszej Polski. Jest to niezwykle trudne pytanie i obawiam się, iż nie jestem wstanie, na nie odpowiedzieć. Intuicja podpowiada, iż zacofane plemiona słowiańskie nie widziały nigdy wcześniej czarnoskórego i odbierały go jako diabła posiadającego siły nieczyste, co zdecydowanie ułatwiało wykonanie zadania. Możliwe też, że tak dynamicznie wprowadzana równość, potrzebowała takiego bohatera, jak bezimienny czarnoskóry żołnierz. Możliwe, że teraz właśnie nadeszła ta chwila, by ujawnić akcję niemal sprzed osiemdziesięciu lat i pokazać prawdziwego bohatera.

Inną kwestią było wytłumaczenie wieruszce wojskowej, że na akcję musi zostać wysłany czarnoskóry bohater, a nie kapitan Ameryka. Jak zdołano przekonać rasistowskich amerykańskich żołnierzy? Nie wiadomo, a jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Czyli mieliśmy do czynienia z przekupstwem na niespotykaną w historii skalę. Jeżeli tak rzeczywiście było, to tylko Anthony Blinken może nas uratować.

Zdaję sobie sprawę, iż sporządzona analiza może być nieco ułomna, mam nadzieję jednak na to, iż pozwoli szerzej spojrzeć na świat.

 

Logika

Już miesiąc minął od wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Czas płynie, a wyrok nie został opublikowany w Dzienniku Ustaw, co jest obowiązkiem rządu. Wiadomo jednak, że rząd raczej nie przejmuje się prawem, więc i tym razem olał swój psi obowiązek. Zresztą ostatnimi czasy ze znacznym opóźnieniem opublikował ustawę, która znacząco podwyższała płace lekarzy. Podobno ustawa przez lewicę została przepchnięta, a PiS się nieopatrzenie pomylił i głosował za, a przecież był przeciw, tak jak niegdyś Wałęsa. Cóż widać jak na dłoni, że logika i inteligencja sięga bruku.

Mamy wiceministra finansów, pana Piotra Patkowskiego z wykształcenia prawnika, który od nauk ekonomicznych stoi dalej niż niejedna gospodyni domowa. Stwierdzenie tego pana przerażają, jednak taka jest wizja całego PiS-u. I tak oto ten członek PiS-u:

1)      chce zlikwidować próg konstytucyjny w zakresie relacji kwoty długu do PKB, który aktualnie wynosi 60%, twierdząc iż próg jest przestarzały,

2)      twierdzi, że opłata cukrowa nie jest podatkiem,

3)      twierdzi, że sytuacja finansowa Polaków w czasie zarazy nawet się polepszyła, jako że nie mają gdzie wydawać pieniędzy.

Wracając jednak do łamania prawa przez rząd, okazuje się, że tym razem Unia Europejska nie jest oburzona i nie planuje w powyższych przypadkach uruchamiać kolejnych mechanizmów (zresztą nieskutecznych) w zakresie praworządności. Co więcej Parlament Europejski podjął rezolucję potępiającą wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Więc gdzie ta praworządność?  Również i politycy opozycyjni nie krzyczą w tej sprawie, a słynna "KON STY TU CJA" zeszła na dalszy plan.

No właśnie, na demonstracjach Strajku Kobiet, zniknęły transparenty o poszanowaniu naszej ustawy zasadniczej. Za to mamy wiele wulgaryzmów, które okazuje się, są jak najbardziej właściwe, o czym zaświadcza literaturoznawca Michał Rusinek. Tym samym "wypierdalaj" jest właściwym sformułowaniem. Ja tego nie pojmuję i wydaje mi się, iż inteligencja części demonstrantów nie jest wysokich lotów. Bo jak można oceniać osobę, która na wczorajszym "spacerze" Strajku Kobiet" przykleiła się klejem szybkoschnącym do bramy Ministerstwa Edukacji i Nauki, czy też osoby, która uszkodziła sobie rękę, próbując wyrwać kratę z wozu policyjnego. Oboje potrzebowali pomocy lekarskiej. Nie zdziwię się, gdy te osoby zostaną okrzyknięte bohaterami, a z biegiem lat otrzymają rentę kombatancką.

PiS od ponad pół roku tańczy w szalonym tańcu ślepca, który wchodząc do kasyna, odzyskał wzrok i zachłysnął się stojącymi przed nim możliwościami. Najbardziej spodobała mu się możliwość zaciągnięcia niebotycznego długu. Czyż opozycja nie powinna wykorzystać nadarzającej się szansy, by wariata odciągnąć od koryta? Niestety nie, bo wariatów w opozycji nie jest mniej niż w obozie rządowym, a lider nowej siły politycznej, pan Hołownia stwierdził, iż nie jest opozycją, a propozycją, co przypomina słowa Jan Sztaudynger "Każda jej pozycja, to już propozycja".

Fajnie byłoby znaleźć miejsce na ziemi, gdzie ludzie nie zdurnieli do reszty. I niestety oprócz krajów despotycznych, odległych od naszej europejskiej kultury, to chyba takich krajów nie ma. Raczej nie są to Stany Zjednoczone, gdzie na prezydenta wybiera się staruszka. Nie są to także kraje europejskie, które odwróciły się od konserwatywnych wartości, jednocześnie wpuszczając do swoich państw ogromne ilości ludzi z obcego im kręgu kulturowego. Stworzyły mieszankę wybuchową, do której dodali niespłacalne długi i słabe gospodarki, które oparte są właściwie na usługach.

Witamy w nowym świecie, kreowanym przez google, facebooka i twittera.

środa, 18 listopada 2020

Praworządność

Unia Europejska krok po kroku zmienia się w państwo europejskie. Czy będzie w nim miejsce na demokrację? A nawet jeśli, to co nam z tego, jeżeli będziemy przegłosowywani przez ludniejsze kraje.

Tym razem postanowiono wprowadzić nowy bat na niepokornych. Praworządność wbudowana w budżet unijny. Brzmi wspaniale i jak można być przeciw zapisom o praworządności? Bo co, jesteście za łamaniem prawa? Gdyby to wszystko było takie proste. Równie dobrze można by wprowadzić kryterium "dobrego" człowieka, jakie to zastosował Pan Jarosław, gdy PiS chciał wprowadzić "piątkę dla zwierząt". Można by wprowadzić także kryterium moralności, jakim często posługuje się kościół. Wszystkie kryteria są w porządku. I co z tego, że tak powiem.

Załóżmy jednak, że mamy kryterium praworządności, to rozumiem, że nieopublikowanie ostatniego wyroku TK w sprawie aborcji jest złamaniem prawa? A jeżeli tak jest, to Unia Europejska powinna rozpocząć kolejną procedurę przeciwko Polsce i przymusić Polskę do opublikowania wyroku? Wolne żarty. Znajdziemy tysiące powodów, by stwierdzić, że akurat tego wyroku nie powinno się opublikować. Czy tak gorliwie donoszący o łamaniu prawa przez PiS, Robert Biedroń doniesie na nasz kraj w tej sprawie? No dobra, to tylko żart.

Jak widać, kryterium praworządności tak naprawdę praworządności nie dotyczy. Jest to bat na niepokornych, a wiele małych krajów jeszcze się w tym nie połapało. Ciekawe dlaczego? Teraz jest to bat na partie o profilu narodowo konserwatywnym, a co by się stało, gdyby w Niemczech ponownie do władzy doszli faszyści? A do postępowych Niemiec dołączyliby się Włosi, Hiszpanie i Holendrzy? Chcielibyśmy, by wprowadzili nam ich praworządność, bo przecież nasze prawo ich nie obchodzi?

Czy warto sprzedać jeszcze jeden mały kawałeczek naszej suwerenności, za parę EURO.

Bezrefleksyjnie oddajemy suwerenność kraju, za iluzoryczne korzyści. Fakt, niejeden zarobi na środkach unijnych olbrzymie pieniądze. Większość tych, co zarobią, to nasi.

W 2012 roku weszliśmy do strefy EURO i przyjęliśmy EURO. Był to jeden z olbrzymich sukcesów gabinetu Donalda Tuska. Sorry, to była tylko jedna z obietnic tego pana. Chyba się zapędziłem. A tak na marginesie, jedną z głównych przyczyn uniknięcia recesji w latach 2008-2009 było posiadanie własnej waluty.

Na szczęście zgodnie z artykułem 126 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej prowadzony jest nadzór sytuacji budżetowej i wysokości długu publicznego w Państwach Członkowskich. Zgodnie z artykułem 1 Protokołu (Nr 12) w sprawie procedury dotyczącej nadmiernego deficytu kraj członkowski powinien spełniać niniejsze warunki:

1) 3% dla stosunku planowanego lub rzeczywistego deficytu publicznego do produktu krajowego brutto wyrażonego w cenach rynkowych

2) 60% dla stosunku zadłużenia publicznego do produktu krajowego brutto wyrażonego w cenach rynkowych.

W przypadku, gdy mimo różnorakich działań unijnych, państwo członkowskie wciąż nie spełnia kryteriów, to można podjąć między innymi następujące kroki:

1) wezwać Europejski Bank Inwestycyjny do ponownego rozważenia polityki udzielania pożyczek wobec danego Państwa Członkowskiego,

2) zażądać złożenia w Unii przez dane Państwo Członkowskie nieoprocentowanego depozytu o stosowanej wysokości aż do czasu, gdy, w ocenie Rady, nadmierny deficyt zostanie skorygowany,

3) nałożyć grzywnę w stosownej wysokości.

Zapisy dobre, dosyć konkretne, które trudno dowolnie interpretować (oczywiście się da). Wprowadzono je chyba po to, by powstrzymać polityków przed psuciem finansów poszczególnych państw. Kurcze, super zapisy, konkretne kary, a więc wydawałoby się, że wszystkie państwa będą ich przestrzegać. Większość państw nie przestrzega ich jednak. Na koniec 2019 r., a więc jeszcze przed pandemią, Grecja miała wskaźnik zadłużenia do PKB na poziomie 177% (trzykrotne przekroczenie), Włochy 135%, Francja 98%, Hiszpania 96%, a Niemcy 59,8% (dzięki wygenerowanej nadwyżce budżetowej w 2019 r.). Były jakieś kary? Jakie kary? Tak właśnie działa unia, nawet w sytuacji oczywistej, gdy mamy do czynienia z krajami wiodącymi, kar nie ma żadnych. Wiadomo też, że kraje jeszcze długo będą siedzieć w swoich długach, więc te kryterium będzie musiało być martwe.

Co innego praworządność. Jak zmierzyć praworządność? Nie da się, ale da się usadzić niepokornych. Na każdego znajdzie się paragraf, można by rzec. Idealne kryterium usadzania niepokornych i wygląda na to, że będzie ćwiczony na Polsce. Cóż Niemcy uwielbiają pouczać Polaków, osiemdziesiąt lat temu mordowali nas na potęgę, teraz nas nauczą praworządności. Miejmy nadzieję, że tym razem obejdzie się bez obozów zagłady.