niedziela, 9 stycznia 2022

Covid – Fakty i mity

Pandemia zwojowała świat, demolując dotychczasowy stan rzeczy zarówno na polu społecznym, jak i ekonomicznym. Izolacja społeczna stała się cnotą, a dodruk pustego pieniądza (tzn. „luzowanie ilościowe") drogą do bogactwa. Zdemoralizowana władza, ogłupiła społeczeństwa, prowadząc je do nieciekawego (niewolniczego) końca.

Wrogiem publicznym stał się tzn. „antyszczepionkowiec", a jest nim każdy, który nie chce się zaszczepić covidowymi preparatami. To oni odpowiedzialni są za pandemię, zgony, zabieranie miejsca w szpitalach innym ludziom. Stali się złem, które za wszelką cenę należy zwalczyć. A jakie są fakty? Do dupy z faktami, można by rzec, bo to my – "władza" mamy rację.

Podam jednak nieco faktów.

Pamiętacie "fake news" Konfederacji z września 2021 roku dotyczący Covida? Podano, że już trzydzieści procent zmarłych na koronawirusa to niezaszczepieni. "Prawda" pana Niedzielskiego mówiła o niecałych dwóch procentach. "Prawda" - była kiedyś taka rosyjska, słynąca z wiarygodności gazeta. Zresztą nieważne. Troszkę czasu musiałem poświęcić na wyszukanie danych, ale w końcu mi się udało i się z wami nimi podzielę (kliknij tutaj).

A więc od początku października do 28 grudnia 2021 roku 27% zgonów (6.185 osób) dotyczy osób zaszczepionych. Co gorsza, aż 1.500 osób nie miało chorób towarzyszących. Pozostała część zgonów to osoby niezaszczepione lub zaszczepione jedną dawką. Co z tego wynika? Ano to, że szczepionki nie są tak skuteczne, jak się powszechnie uważa. A jaki był jeden z podnoszonych argumentów antyszczepionkowców? Nieważne...

 

 

Łącznie

zgony zaszczepionych

w tym bez chorób

zgony niezaszczepionych

w tym bez chorób

2021-01-01

2021-12-13

66 648

6 185

1 500

60 463

17 770

 

 

 

9,28%

 

90,72%

 

2021-10-01

2021-12-13

20 043

5 410

1 321

14 633

4 425

 

 

 

26,99%

 

73,01%

 

2021-11-01

2021-12-13

18 696

5 040

1 236

13 656

4 154

 

 

 

26,96%

 

73,04%

 

 A jak wygląda sytuacja z zarażaniem się koronawirusem? Czterdzieści procent to osoby zaszczepione, a sześćdziesiąt to niezaszczepieni. A jakie wątpliwości mieli antyszczepionkowcy? Ciekawe, co nie? Pewnie zastanawia was średnia wieku zgonów. Dla zaszczepionych wynosi siedemdziesiąt siedem lat, dla niezaszczepionych siedemdziesiąt pięć lat. Cóż nie jest to istotna różnica.

 

 

Łącznie

Zakażenia zaszczepionych

% zgonów

Zakażenia niezaszczepionych

% zgonów

2021-01-01

2021-12-13

2 774 033

485 504

 

2 288 529

 

 

 

 

17,50%

1,27%

82,50%

2,64%

2021-10-01

2021-12-13

1 171 857

469 751

 

702 106

 

 

 

 

40,09%

1,15%

59,91%

2,08%

2021-11-01

2021-12-13

1 050 133

426 622

 

623 511

 

 

 

 

40,63%

1,18%

59,37%

2,19%

 

 

 

 

 

 

 

 

Tak czy siak, szczepionka ponad dwukrotnie ogranicza ryzyko zgonów, a to jest już coś. Tylko, czy te dane pozwalają wprowadzać przymus szczepienia? Zdecydowanie nie, tym bardziej że istnieje całkiem realne ryzyko, że szczepienia nie przeżyjemy. Do 15 grudnia w Polsce dotyczyło to 89 osób (kliknij tutaj - trzeba sobie policzyć).

Inna kwestią jest ochrona po szczepieniu, która wynosi około pięć miesięcy. A o czym mówili antyszczepionkowcy? Po tym terminie nie jesteś chroniony, a więc czas na kolejną dawkę przedłużającą ochronę i ... paszport covidowy. Niemal jak abonament telefoniczny z cyklicznymi opłatami. A może jesteśmy traktowani jak bydło? Zresztą nieważne... Jesteśmy przecież ludźmi, myślimy, nie pozwolimy na dyskryminowanie kogokolwiek. Równość! Wolność! E, coś mi się pomieszało.

Narracja jest zupełnie inna i w coraz większej grupie państw wprowadza się mniejszą lub większą dyskryminację osób niezaszczepionych. Wydaje się, że my ludzie musimy dyskryminować jakąś grupę społeczną. Raz jesteśmy rasistami, antysemitami, antypolakami, innym razem homofobami, to znowu zmieniamy się w radykałów religijnych. Teraz czas na dyskryminację medyczną i wygląda na to, że będziemy równie gorliwie tępić niezaszczepionych, jak wcześniej innych pechowców. W końcu powiedzieli w telewizji, na facebooku i tweeterze, że tak trzeba.

Kina – tylko dla zaszczepionych.

Praca – tylko dla zaszczepionych.

Sklepy – tylko dla zaszczepionych.

Leczenie – tylko dla zaszczepionych.

Świat – tylko dla zaszczepionych.

Nowak Diokovic, najlepszy tenisista świata nie może zagrać w Australian Open. Nie zaszczepił się, a Australia jest przodownikiem wprowadzenia rozwiązań "faszystowskich". Tym razem dotyczą one osób niezaszczepionych. Na Węgrzech pracodawca może osobę niezaszczepioną wysłać na bezpłatny urlop. We Włoszech wprowadzono przepustkę sanitarną. W Berlinie i Brandenburgii ludzie w opaskach (siet!), a więc zaszczepieni bez problemu mogą robić zakupy. Reszta, to ludzie drugiej kategorii (coś mi to przypomina). Również i w Polsce raz za razem wracają pomysły dotyczące obowiązku szczepień. Na tweeterze, facebooku blokuje się antyszczepionków. Dla nich nie istnieje wolność słowa.

Gdyby szczepionka była tak skuteczna, jak mówią, miałoby to sens. A tak? Stajemy twarzą w twarz z kolejnym totalitaryzmem, którego nawet nie widzimy. Teraz łatwiej mi zrozumieć, dlaczego Niemcy nie dostrzegali zła w czasach Hitlera. Po prostu patrzyli i nie widzieli, słuchali i nie słyszeli. Bardziej zastanawiające jest, że po czasie tak szybko zapomnieli o zbrodniach swoich ojców i dziadków i ponownie wydaje im się, że powinni nas Polaków pouczać. Nie tylko nas. Cóż, tak to już jest na tym świecie.

A co będzie, jeżeli Covid nie zniknie? Będziemy się przymusowo szczepić dwa, trzy razy w roku? A co z osobami, które nie chcą się zaszczepić? Nie pozwolimy im pracować, nie będą mieli środków do życia, zostaną wykluczeni ze społeczeństwa i będą ścigani przez aparat państwowy? Będą osadzani w więzieniach? A może po prostu czapa w łeb? Naprawdę tego chcemy? Taki chcemy mieć świat?

Od początku pandemii, czyli w ciągu dwóch lat na świecie na Covid zmarło pięć i pół miliona ludzi. Na raka rocznie umiera dziesięć milionów. Nikt nie ma jednak pomysłu, by nie leczyć chorych na raka, bo sami są sobie winni. Palenia, picie, niezdrowe odżywianie i brak sportu przyczynia się do rozwoju raka. Jednak nikogo nie chcemy karać za jego beztroskę i uniemożliwić leczenia.

Jednak antyszczepionkowom chcemy odebrać możliwość darmowego leczenia. Dlaczego? Bo propaganda nam wyprała mózgi? Czy zawsze musimy ulegać kolejnym dyskryminacyjnym modom?

Naprawdę tacy jesteśmy?

 

 

poniedziałek, 1 listopada 2021

Inflacja

Partie opozycyjne co rusz biegają po salonach europejskich i donoszą o łamaniu praworządności w naszym kraju. Instytucje europejskie walczą o przywrócenie status quo w polskim sądownictwie,  Parlament Europejski naciska na Polskę w zakresie umożliwienia aborcji w naszym kraju, zaś TSUE, a właściwie jedna sędzina z Hiszpanii próbuje zamknąć nam kopalnię Turów. Ponadto prawdziwi Europejczycy najpierw walczyli o naszą konstytucję, a teraz walczą, by ta sama konstytucja była mniej ważna od umów międzynarodowych. Robią to, chociaż w traktatach o tym ani słowa. Ot taka walka polityczna. W Parlamencie Europejskim o demokrację i wolność w Polsce walczą między innymi panowie Cimoszewicz, Miller oraz Belka. W końcu mają oni największe doświadczenie w temacie demokracji ludowej. Już w PRL-u walczyli o lepszą przyszłość dla mieszkańców miast i wsi.

Z jednym jednak wszyscy zgadzają się w stu procentach (a może i więcej, bo w końcu panuje nowa ekonomia). Trzeba drukować pieniądze i utrzymywać stopy procentowe na niskich poziomach. Cały postępowy świat wie, że banki centralne nie mogą być niezależne od władzy i muszą robić to, co władza zechce. Europejski Bank Centralny, FED, jak i nasz NBP zamienili się w cudotwórców, którzy wyczarowują każde pieniądze, a stopy procentowe utrzymują na realnie ujemnych poziomach. Co prawda w czasach dawnej ekonomi, mówiono że takie działania nie przynoszą dobrobytu a inflację, ale to przecież były dawne czasy. Teraz jest inaczej. W końcu to nie jest późny PRL. Tylko dlaczego wydaje się, że jednak jest i objął swoimi mackami cały zachodni świat? W Niemczech odnotowano inflację na poziomie 4,5%, w USA 5,3%, na Węgrzech 5,3%, w Hiszpanii 5,5%, a w Turcji 19,6%.

W Polsce osiągnęliśmy inflację niemal siedmioprocentową (6,8%) przy stopach procentowych na poziomie 0,5%. Dramat dla zapobiegliwych i oszczędnych stał się faktem. Całkowicie legalnie okradani są ze swoich oszczędności, które przecież miały być dla nich zabezpieczaniem na gorsze jutro. Nie będą, w końcu to państwo decyduje, co jest dobre dla obywateli.

Niezależna Rada Polityki Pieniężnej na czele z prezesem NBP panem Glapińskim wie, co jest dla nas najlepsze. Przecież już od wielu miesięcy pan prezes głosi, że mamy przejściową inflację. Twierdzi tak od czasu, gdy inflacja wynosiła trzy procent. Co prawda pan Glapiński w corocznym rankingu magazynu Global Finance otrzymał notę najgorszą w Europie, ale my wiemy, że nota jest niesprawiedliwa. Na naszego guru ekonomii ostrzą sobie zęby między innymi Szwajcarzy, którzy chcieliby mieć prezesa, który w sposób trwały umie osłabić walutę. A to pan Glapiński robi doskonale. 

Wracając do poziomu stóp procentowych w Polsce, to warto odnotować, że na początku października RPP zaskoczyła rynek i podniosła o 0,4% stopy procentowe, co zbiegło się w czasie z wypowiedzią premiera, że należy stopy podnieść. Czysty przypadek, bo przecież nikt nie powie, że RPP jest zależna. W Parlamencie Europejskim przecież o tym nie debatowano, a nikt z opozycji nie sygnalizował u naszych zachodnich przyjaciół, że coś z RPP i NBP jest nie tak.

Tym samym pośrednio przez Covid, a bezpośrednio przez światowe banki centralne oraz nasz NBP na spółkę z RPP obudziliśmy uśpionego od lat demona inflacji. Utrzymywanie ujemnych stóp procentowych oraz drukowanie pustego pieniądza, mimo że mamy już nowoczesną ekonomię kończy się jak zwykle, czyli coraz wyższą inflacją i brakami towarów. Nie ważne czy robisz zakupy, płacisz za czynsz, czy też budujesz dom, ważne że płacisz coraz więcej.

Doszliśmy do ściany i nie ma już dobrego rozwiązania. Przez nieodpowiedzialną politykę napędziliśmy między innymi sztuczny bum budowlany. A od czego zaczął się kryzys roku 2007? Czyżby od toksycznych kredytów hipotecznych? No i te działania ekologiczne i odchodzenie od węgla i ropy też mają niebagatelny wpływ, ale to temat na inny felieton.

Teoretycznie stopy procentowe powinny być wyższe od inflacji, czyli aktualnie na poziomie minimum siedmiu procent. Tylko jak to zrobić, jeżeli w ciągu ostatniego roku "ubraliśmy" mnóstwo ludzi w niemal wieczne kredyty hipoteczne. Ich nie stać na tak wysokie oprocentowanie! Zresztą Polski też nie stać na obsługę zadłużenia o tak wysokich kosztach. Tylko jeżeli w dalszym ciągu RPP będzie się ociągać z podnoszeniem stóp procentowych, to już niedługo dziesięć procent inflacji stanie się faktem. Zresztą działania RPP i tak skutkują z opóźnieniem przynajmniej paru miesięcy, więc całkiem możliwe, że te dziesięć procent zobaczymy już w lutym roku przyszłego.

Niestety nie jest to nasz jedyny problem. Od dłuższego już czasu złotówka jest słabiutka i stoi na skraju przepaści. Tak naprawdę ostatni raz tak słaba była na przełomie PRL-u i III RP, co oznacza, że nawet niewielki impuls może ją pchnąć na znacząco niższe poziomy. Brak odpowiedniej podwyżki stóp procentowych może być tego przyczyną. Tylko jaka jest odpowiednia? Trzeciego listopada zbiera się Rada Polityki Pieniężnej i będzie debatowała na temat poziomu stóp procentowych. Czy podwyżka o 0,25% czy też o 0,5% wystarczy, by złotówka nie wymknęła się spod kontroli? A może będzie trzeba podnieść stopy o 1%? A co jeśli takich decyzji będzie trzeba podjąć kilka lub kilkanaście? Co wtedy? Będziemy mieli kolejną rzeszę pokrzywdzonych Polaków. Kiedyś frankowicze, teraz ci, co połakomili się na wyjątkowo tanie kredyty hipoteczne. To oni zapłacą za nieodpowiedzialną politykę gospodarczą. Chyba że taką politykę będziemy kontynuować, wtedy zapłacimy wszyscy.

Naważyliśmy sobie piwa i teraz będzie trzeba je wypić. Wydaje się, że coraz pewniejszym dla nas scenariuszem jest ten turecki. A więc na dłuższy czas zagości u nas inflacja zdecydowanie przekraczająca magiczną dziesiątkę, stopy będą na poziomie nieco niższym niż inflacja, a nasza waluta będzie systematycznie i wyraźnie słabnąć. To będzie koniec gonienia tych bogatszych.

Aż w końcu przyjdzie taki dzień, gdy stwierdzimy, że lepiej w portfelu nie mieć złotówek. Zostaną nam do wyboru inne waluty, Bitcoin i altcoiny, metale i kamienie szlachetne oraz dzieła sztuki. Oby zdanie "Lepiej już było." nie było prorocze.

poniedziałek, 4 października 2021

Herosi

Świat stał się jednorazowy, a ludzie wygodni i puści.

Mężczyźni zniewieścieli, kobiety zmężniały, a wokół nich pojawiło się kilkadziesiąt wymyślonych płci. Żyjemy w świecie pomieszania pojęć, z zaciekłością walcząc o własną fryzurę, kolejny tatuaż ledwo mieszczący się na ciele, lub też o do granic możliwości powiększone usta. Idolami stali się puści celebryci, pokazujący, że żadne granice nie istnieją. Ogłupiały lud naśladuje ich, a gdy nie daj boże, ktoś zwróci uwagę na ich postawę, staje się wrogiem, którego należy za wszelką cenę zniszczyć. Zidiocenie jest chyba jedyną wartością cywilizacji zachodniej.

Są jednak ludzie dający nadzieję ludzkości. Gabriel Araujo, Stanisław Kmiecik, Nick Vujicic, czy ktoś zna tych ludzi? To właśnie o nich można powiedzieć, że są Herosami w pełni tego słowa znaczeniu. Oni, ich rodzice i wszyscy ci, którzy w nich uwierzyli. I pozwolili żyć. Przede wszystkim to. Tak, wiem, że w dalszym ciągu nie wiadomo, co o chodzi, a więc czas na wyjaśnienie.

Gabriel Araujo brazylijski pływak został mistrzem paraolimpijskim w pływaniu stylem grzbietowym na pięćdziesiąt metrów. Jego czas to 53,96 sekundy. Fajne, ale co w tym dziwnego, można by się spytać? To właśnie, że ten dziewiętnastolatek nie ma rąk, a jego nogi są znacząco zdeformowane, co nie przeszkodziło mu pływać szybciej, niż większość z nas. Spróbujcie, tak z ciekawości przepłynąć grzbietem pięćdziesiąt metrów i zmierzcie sobie czas. Obstawiam, że nawet kraulem popłyniecie wolniej, a przecież to my jesteśmy pełnosprawni. A może jednak nie?

 

Stanisław Kmiecik jest natomiast malarzem, który pozbawiony rąk maluje ustami i nogami. Wydawałoby się bez szans na normalne życie, właśnie takie osiągnął. Pięknie maluje, jeździ samochodem, ożenił się, ma piątkę dzieci i wiedzie życie, o którym może pomarzyć wielu z nas. Bo przecież szukamy szczęścia, które wiele lat temu odrzuciliśmy. Łatwość stała się naszym bogiem i przekleństwem, która ciągnie nas w otchłań niemocy.

Kim zaś jest niejaki Nick Vujicic? To australijski ewangelizator i mówca motywacyjny pochodzenia serbskiego z całkowitym wrodzonym brakiem rąk i nóg. Jemu to jednak nie przeszkodziło, by inspirować miliony ludzi na świecie. A przecież w szkole był poniżany za swoją niepełnosprawność, mógł się poddać i złorzeczyć na świat. To jednak go zahartowało i pozwoliło na wyrwanie się z niepełnosprawności, bo chyba tak należy traktować jego sukces. On, mimo wszystko wybrał drogę światła i pokonał własne ograniczenia. Aktualnie ma żonę, czwórkę dzieci i całkowicie normalnie życie.

Takich osób jest więcej, walczą, żyją i pokazują, że niemożliwe nie istnieje. A mogłoby ich nie być na świecie, bo przecież takie osoby nie miały przyszłości. W końcu aborcja byłaby najlepszym wyjściem. Prawda, że tak? Tak wielkie wady płodu uniemożliwiały im normalne życie. To przecież oczywiste. Jednak są i można się z tego cieszyć. To właśnie oni pokazują, jak nieograniczone możliwości ma każdy z nas.

Jeżeli oni tyle osiągnęli, to co ja mogę? I czym mam prawo żądać, by pozbyć się takich osób, zanim się urodzą? W imię czego? Własnej wygody, bo przecież ja chcę tylko normalnie żyć. A gdy w wypadku to właśnie ja staną się niepełnosprawnym, to kto wtedy mnie zainspiruje? A może wtedy będę błagał o eutanazję, bo po co żyć? Ostatecznie, jeżeli z pełną sprawnością tak mało osiągnąłem, to co mogę zrobić, gdy mi jej zabraknie?

"Trudne czasy tworzą silnych ludzi, silni ludzie tworzą dobre czasy, dobre czasy tworzą słabych ludzi i słabi ludzie tworzą trudne czasy" (Michael Hopf).

Do zobaczenia w trudnych czasach, one właśnie nadchodzą.

Brawo Panie Jaki

 ... za raport byle jaki.

Brzmi jak żart i chyba tak właśnie jest.

Jesteśmy kilkanaście lat w Unii Europejskiej i żaden ekonomista nie pokusił się o sporządzenie rachunku zysków i strat bytności Polski w strukturach UE. Wszyscy jak jeden mąż mówią, że nam się opłaca, nie siląc się na udowodnienie tego na papierze.

Pamiętam, że RWPG (Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej) także Polsce się opłacała i nie trzeba było to tego żadnych wyliczeń, bo i po co. Lud wiedział jednak swoje i opłacalności nie widział. Czasy się zmieniły, udoskonalono marketing polityczny, teraz i lud wie swoje. Członkostwo w UE się opłaca, bo przecież jest wiele niebieskich plansz z żółtymi gwiazdkami informującymi, że wszystko wokół to dzięki Unii. Bez UE nie byłoby dróg, szkół, a nawet cmentarzy. Na cmentarzu komunalnym w Opolu, przecież widnieje piękna niebieska tablica z żółtymi gwiazdkami informująca: "Inwestujemy w twoją przyszłość" (https://www.wykop.pl/wpis/10110784/w-koncu-ktos-zadbal-o-moja-przyszlosc-opole-hehesz/).

Niespodziewanie dla wszystkich niedoszły prezydent miasta Warszawy, niejaki Patryk Jaki, z wykształcenia politolog, pokusił się o to, co było do tej pory oczywistą oczywistością. Sporządził zestawienie transferów pomiędzy Polską a UE obejmująca lata 2004-2020 i wyszło, że straciliśmy około 680 mld zł.

Niestety, jeżeli do gruszek dodajemy jabłka, następnie odejmiemy spodnie, to wynik nie jest wiarygodny. Tak też jest w przypadku zestawienia zaprezentowanego, przez pana Jakiego. Do środków netto otrzymanych od UE, dodano transfery zysków za granicę oraz saldo obrotów towarowych z UE. Wynik wyszedł niewiarygodny i poruszył sumienia ekonomistów oraz wszelkiej maści polityków.

Posypały się, na Patryka Jakiego jak i jego raport słowa krytyczne: "Bzdury" "pośmiewisko" "raport to wielki błąd". Okazało się, że nie można popełniać "myślozbrodni" i negować czegoś, czego negować nie można. Współpraca z Unią Europejską się opłaca, bo przecież tyle razy nam o tym mówiono. A taki Jaki nie zrozumiał i chciał wyręczyć ekonomistów. Cóż za durne rozumowanie.

A może...

... nasi ekonomiści, którzy umieją wyczerpująco wyjaśniać, dlaczego ich prognozy się nie spełniły, sporządziliby własny raport, podzielony na dwie części. Jakie zyski/straty ma Polska oraz jakie zyski/straty ma UE?

Jako lajkonik w temacie, jestem jednak zainteresowany rzetelnym raportem. Może warto przyjrzeć się poniższym obszarom po stronie kosztowej.

1. Ile środków otrzymanych w formie dotacji unijnych poszło do firm, których końcowym właścicielem jest podmiot zagraniczny? Te środki należałoby odliczyć po stronie zysków. Jeżeli jest właściciel polski i zagraniczny to rozliczyć proporcjonalnie.

2. Jakie koszty ponieśliśmy na urzędników, którzy zajmują się rozdzielaniem i rozliczaniem dotacji? To także koszty, których by nie było. Musimy odliczyć.

3. Ile straciliśmy z tytułu potencjalnych ceł?

4. Koszty związane z dostosowaniem się do norm unijnych, także należałoby ująć po stronie kosztowej. Ile firm polskich padło, bo nie dało rady dostosować się do norm UE? Kolejny koszt.

5. Ile straciliśmy wykwalifikowanych pracowników, który wyjechali do krajów UE. Obszar trudny do oszacowania, ewentualnie do pominięcia.

6. Jakim dla nas kosztem będzie stare społeczeństwo? Wielu ludzi bezpowrotnie wyjechało do krajów UE. Obszar trudny do oszacowania, ewentualnie do pominięcia.

7. Pominąłbym natomiast wszelkie koszty związane ze zwolnieniami podatkowymi korporacji, gdyż raczej nie jest to związane z bytnością w UE.

Raport nie mógłby opierać się jedynie na kosztach, bo zyski i to niemałe także są i dotyczą przede wszystkim zysków z tytułu dostępu do rynku unijnego. Myślę, że ta pozycja jest ogromna i może okazać się kluczowa. Oczywiste jest, że można przyjrzeć się także innym obszarom, o których nie wspomniałem. Ale to już należy do ekonomistów.

Cóż, może kiepski raport Jakiego wkurzył kogoś tak bardzo, że otrzymany w końcu rzetelny rachunek zysków i strat bytności Polski w UE? Zawsze można mieć taką nadzieję. Niestety po dwóch dniach burzy, temat ucichł. Oby nie na zawsze.

A więc brawo panie Jaki, za raport byle jaki.

Na zakończenie podaję ciekawostkę statystyczną. W latach 1992-2003 (12 lat, pominąłem lata eksperymentu Balcerowicza, gdyż zmieniany był system ekonomiczny) średni wzrost PKB wynosił 4,35%, w latach 2005-2016 (także 12 lat, pominąłem rok przełomowy 2004, gdyż od 1 maja 2005 roku weszliśmy do UE) średni wzrost PKB wyniósł 3,78%, a gdyby przyjąć lata 2005-2020 (16 lat) to średni wzrost PKB wyniósł 3,49% (bez roku Covidowego 3,93%). 

 

 

czwartek, 19 sierpnia 2021

Powstanie Warszawskie – niewłaściwe pytanie

Każdego roku w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, oprócz ryku syren symbolizującym zryw powstańczy, pojawia się pytanie: "Czy powstanie warszawskie było potrzebne?" Nie zastanawiając się nad sensem pytania, wpadamy w jego pułapkę i dyskutujemy, nie zważając na tamtejsze realia. A przecież pytania narzucają się inne i to je powinniśmy zadawać.

1. Dlaczego przegrywający wojnę Niemcy nie wycofali się, tylko z całą mocą stłumili powstanie, zabijając przy tym ponad 150 tysięcy cywilów? Nastąpiło kolejne ludobójstwo Niemców, którzy wciąż uważają się za cywilizowany naród.

2. Dlaczego Niemcy zrównali z ziemią stolicę Polski?

3. Dlaczego do dnia dzisiejszego państwo niemieckie nie zapłaciło za dokonane zbrodnie i za zniszczone mienie, co aktualnie jest przedmiotem sporu Polski i Izraela?

4. Dlaczego armia radziecka nie pomogła powstańcom?

Niestety nie zastanawiamy się nad tym, może dlatego, że pytania o Powstanie Warszawskie nigdy nie były wygodne. W końcu do 1989 roku zryw Polaków nie mógł mieć poparcia ówczesnych władz, gdyż pokazywał w złym świetne armię radziecką, która tylko obserwowała, jak nasz naród wykrwawia się w walce z okupantem. A po 1989 roku? Zachłysnęliśmy się "wolnym rynkiem i kapitałem bez narodowości" (okazało się, że kapitał jednak ma narodowość) i media kształtujące opinię publiczną w dużej mierze trafiły w ręce niemieckie. A jak wiadomo, Niemcom nie zależało na pytaniach, o których powyżej.

Jako, że moje słowa brzmią nieco demagogicznie, zobaczmy jakie to koncerny posiadają w naszym kraju rynek prasowy.

1)    Wydawnictwo Bauer z Hamburga – posiada w Polsce blisko 40 czasopism i kontroluje 1/3 rynku. Do spółki należą między innymi takie tytuły jak: Pani, Twój Styl, Olivia, „Życie na Gorąco, Bravo, czy też Tele Tydzień. To niestety nie koniec. Musimy dodać do tego jeszcze najpopularniejsze w Polsce radio RMF FM, posiadające 25% udział w rynku.

2)    Szwajcarsko-niemiecki Ringier Axel Springer. To do tego koncernu należy Fakt, Newsweek Polska, Forbes" Posiada również 49 proc. udziałów w wydawnictwie Infor Biznes, które jest właścicielem „Dziennika Gazety Prawnej”. Nawet "Skąpiec" należy do tego koncernu.

3)    Polska Press - Verlagsgruppe Pasau (niemiecki koncern) do 2021 r. posiadał 18 dzienników regionalnych,  m.in Dziennik Zachodni, Gazetę Krakowską, Dziennik Bałtycki, Dziennik Łódzki, Express Ilustrowany, Gazetę Wrocławską, Głos Wielkopolski, Nową Trybuję Opolską czy też Kurier Lubelski. Praktycznie 90 procent regionalnej prasy w Polsce wraz z powiązanymi z tymi tytułami portalami internetowymi była w rękach tego niemieckiego koncernu.

Czyż nie brzmi to strasznie, a my podniecamy się, że spółka Orlen odkupiła prasę od niemieckiego koncernu i drżymy o wolność prasy. Jaka wolność prasy? Kiedy ona była?

Wróćmy jednak do Powstania Warszawskiego i realiów tamtych czasów.

Warszawiacy od pięciu lat żyli w ciągłym strachu i beznadziei. Nie wiedzieli, czy wrócą do domu, czy mąż, żona są bezpieczni. Stali się obywatelami trzeciej kategorii i tak też byli traktowani. A przecież mieli w pamięci zwycięstwa, które wydawały się być cudem.

1)  W 1918 roku Polska odzyskała niepodległość po ponad stu latach niewoli. Możliwe to było między innemu dzięki temu, że mocarstwa do tej pory współpracujące ze sobą, pokłóciły się. A przecież w 1944 roku mieliśmy podobną sytuację.

2)  W sierpniu 1920 roku Polska stoczyła chyba jedną z ważniejszych bitew w historii Europy, zatrzymując wojska bolszewickie, tym samym uniemożliwiając rozprzestrzenienie się komunizmu na całą Europę i co ważne utrzymując niepodległość młodego państwa polskiego. Niemożliwe, stało się możliwym. Wtedy też był sierpień.

3)  W latach 1918-1919 miało miejsce zwycięskie powstanie wielkopolskie, a w  latach 1919-1921 miały miejsce trzy powstania śląskie, które częściowo zakończyły się sukcesem.

Powstańcy z pewnością zdawali sobie sprawę, że brak jakiejkolwiek reakcji z ich strony wpycha Polskę w ręce Stalina, a więc jeden totalitaryzm zamieniamy na drugi. Czy Stalin był lepszy od Hitlera? Czy w takim przypadku, jeżeli był choć cień szansy na zwycięstwo i wolną Polskę, można było przejść obok tego obojętnie?

Podjęto trudną decyzję, pokazując po raz kolejny, że Polacy są dumnym narodem. Powstanie Warszawskie trwało 63 dni i było największą akcją zbrojną podziemia w okupowanej Europie. To Warszawiacy pokazali, że trzeba być dumnym nawet za cenę własnego życia, że dobro może zwyciężyć, że słabszy może przeciwstawić się silniejszemu. Duma i honor nie mają ceny.

Chwała bohaterom.

Niestety mordercy pozostali mordercami. Pamiętajmy, że to byli Niemcy.