Rząd Donalda Tuska Koalicja utworzony w ramach koalicji PO/PSL (od 9 listopada 2007 do 22 września 2014)
Po
dwóch latach wojny Polsko – Polskiej przyszedł czas na nowe, światłe
rządy. Rządy, których celem, przynajmniej tak głoszono, była
liberalizacja gospodarki oraz obniżenie podatków. Czy ktoś jeszcze
pamięta słynne w tamtych czasach "3 x 15"? Jeden z podstawowych niegdyś
postulatów PO, czyli obniżenie podatku liniowego, VAT oraz CIT do 15%.
Jakże piękne hasło, na które niejeden dał się nabrać.
Expose
nowego Premiera trwało rekordowe trzy godziny i siedem minut. To
właśnie była zapowiedź tych rządów. Oczywiście nie obietnice, jakie
zostały wygłoszone, ale te ponad trzy godziny przemowy. Donald Tusk
umiał długo i ładnie mówić, wskazywać winnych, wycinać groźnych
oponentów w ramach macierzystej partii. Umiał stać się prawdziwym
przywódcą, gdyż otaczał się miernotami, a wyróżniający się politycy,
byli usuwani w cień. Prawdziwy despota, ukazujący się jako największy i
najbardziej oświecony demokrata.
Jakże piękna była
obietnica Donalda Tuska, iż każdy minister, który jedynie pomyśli o
podnoszeniu podatków, wyleci z jego rządu. Szef MSZ Radosław Sikorski
twierdził, że jak coś się dwa razy obieca, to ta jakby raz się
dotrzymało. Tak właśnie było. Obietnice bez pokrycia i prawdziwe
działanie w przeciwnym kierunku. Mieliśmy politykę "ciepłej wody w
kranie" przekazywanej obywatelom przez w pełni "pluralistyczne" media.
Zapowiadane
obniżenie podatków oznaczało ich podwyżki. Zapowiadana liberalizacja
gospodarki przynosiła kolejne bariery. Oczywiście wszelkie działania
koalicji PO/PSL były "niezbędne" i to właśnie było przekazywane w
pluralistycznych mediach, w których zarówno Polsat, TVN i TVP mówiły
jednym głosem. Jeden właściwy przekaz dla Polaków.
Po co
telewizje miały informować o przesłuchaniu Bronisława Komorowskiego w
sprawie WSI? Przecież to Polaków z pewnością nie interesuje. Naród
powinien doceniać światłego Prezydenta i z "bulem" serca patrzeć na
szaloną opozycją. Po co nowa opozycyjna telewizja na naziemnym
multipleksie? TV Trwam tylko mieszałoby w moherowych głowach Polaków.
Były lepsze telewizje i bardziej obiektywne. Niestety sto siedemdziesiąt
pięć demonstracji w sprawie Telewizji Trwam wymusiły wprowadzenie jej
na multipleks naziemny. Druga z demonstracji, która odbyła się 29
września 2012 r., zgromadziła pięćset tysięcy ludzi, a petycję w sprawie
TV Trwam podpisało dwa i pół miliona ludzi.
Ledwo
PO/PSL przejęła władzę, zaczął się kryzys światowy. Jeden z czterech
największych banków w USA, Lehman Brothers we wrześniu 2008 r. ogłosił
upadłość, co pociągnęło za sobą panikę na giełdzie i wielkie problemy
gospodarek. Złotówka automatycznie zareagowała na problemy i natychmiast
się osłabiła. Po okresie szybkiego umacniania się teraz siła nabywcza
naszej waluty spadała jak kamień w wodę. Pierwszy etap problemów
frankowiczów właśnie się zaczynał, ale o tym jeszcze nikt nie myślał. Za
to w szybkim tempie banki wycofywały się z kredytów w walutach obcych, a
państwo polskie "liberalizując gospodarkę" w niedługim czasie całkiem
je ograniczyło. Pierwszy etap "dymania naiwniaków" skończył się i tanie
kredyty stały się niegdysiejszym snem i czarną przyszłością. Pojawiły
się wielkie zobowiązania, po kupionych zbyt drogo mieszkaniach.
PO
nie radziło sobie z problemami. Ministrem Finansów był Jacek Rostowski,
który ukończył w Anglii London School of Economics and Political
Science i otrzymał tytuł, który odpowiadał naszemu magistrowi. Wymaganie
stawiane ministrowi finansów znacząco spadły, ale jak miało się okazać,
dno nie zostało jeszcze przebite. Minister nie umiał ściągać podatków
ani kontrolować wydatków. Dziura budżetowa niebezpiecznie się
powiększała, a to w przyszłości groziło Trybunem Stanu dla całego rządu.
Najbardziej jaskrawym przypadkiem nieudolności rządów PO
PSL było ściąganie podatku VAT. Wpływy z tego tytułu stały w miejscu,
rosła za to tzn. luka VAT-owska, która była największa w Europie.
Staliśmy się prawdziwym eldorado dla oszustów podatkowych. Wpływy w
latach 2008 - 2015 wahały się od stu do stu dwudziestu czterech
miliardów zł. Wprowadzona w 2010 r. "tymczasowa" podwyżka podatku VAT o
jeden punk procentowy, niewiele dała budżetowi, za to oszustom
nieznacznie zwiększyła zysk. Warto wspomnieć, że "tymczasowa" podwyżka,
mająca obowiązywać trzy lata, trwa do dzisiaj.
Wciąż
budżet się nie domykał, a rząd szukał dodatkowych wpływów. No i
znaleziono. W grudniu 2011 r. podniesiono składkę rentową o dwa punkty
procentowe. Na szczęście dla rządu "niezależny" Trybunał Konstytucyjny
uznał, że składka rentowa nie jest podatkiem i tym samym, była możliwa
ekspresowa zmiana budżetu, niemożliwa w przypadku niepomyślnego dla
rządu wyroku TK.
Jak to dobrze, że w tamtych czasach
mieliśmy "niezależne" instytucje, które były w pełni akceptowane przez
Unię Europejską. Do takich "niezależnych" instytucji należał także NBP,
którego prezes Marek Belka w roku 2013 rozmawiał z Bartoszem
Sienkiewiczem i proponował "wsparcie" NBP-u w zamian za dymisję
Rostowskiego. Dymisja Ministra Finansów faktycznie się odbyła, ale kto
by łączył to z wcześniej odbytą rozmową. "Niezależny" był także Sąd
Najwyższy, który w 2008 r. wydał wyrok, iż środki gromadzone w Otwartych
Funduszach Emerytalnych są środkami publicznymi, a nie prywatnymi. To
zaś pozwoliło na późniejszy skok na kasę Polaków.
Mimo
wielu kroków "obniżających" podatki, dziura budżetowa nie malała. Już w
2010 r. Polska przekroczyła pierwszy próg ostrożnościowy (dług publiczny
wyższy od 50% PKB). Przekroczenie progu wymuszało utrzymanie deficytu
budżetowego w relacji do osiąganych dochodów nie wyższego niż w roku
poprzednim. Jakże niewygodny wymóg, gdy rzeczywistość nie dała się
naginać i deficyt budżetowy roku 2013 nie chciał być niższy niż w roku
poprzednim. Jednak dla chcącego, nic trudnego. 16 lipca 2012 r. rząd
ogłosił, że zawiesza pierwszy prób ostrożnościowy, a dziesięć dni
później ustawa była już w Senacie. Wspaniałe działanie demolowania
finansów publicznych.
Jako że kasy wciąż brakowało, w
maju 2012 r. uchwalono podwyższenie wieku emerytalnego: dla kobiet o
pięć lat, a dla mężczyzn o dwa lata. Tak, kolejna obietnica została
spełniona odwrotnie. Obiecano przed wyborami, że nie podwyższą wieku
emerytalnego, więc go podwyższyli.
Kogo zresztą obchodziło
demolowanie państwa prawa przez koalicję PO/PSL. To w końcu PiS był
głównym zagrożeniem demokracji. Zresztą telewizje nie zauważały
problemu, bo i po co? Swojego ruszać?
Niestety śmiałe
działania rządu "obniżające" podatki nie zmieniały sytuacji i próg
ostrożnościowy zapisany w konstytucji zbliżał się wielkimi krokami. A
jego przekroczenie oznaczało Trybunał Stanu dla rządzących. Dla
rządzących nie było jednak problemu. Ustalili, że sto pięćdziesiąt
miliardów złotych, które były w OFE trzeba przejąć i zmniejszyć
zadłużenie Państwa. Tak też zrobiono i tymczasowo dług państwa w
magiczny sposób zmniejszył się. Żeby było zabawniej, swoje działania
nazwali reformą systemu emerytalnego, a klepnął to wszystko "niezależny"
Trybunał Konstytucyjny. Zresztą Prezes Trybunału nie widział nic
zdrożnego we współpracy z partią rządzącą, o czym będzie nieco później.
Polacy
często uważani za rewolucjonistów, potulnie jak baranki przyjmowały
kolejne wspaniałe działania rządów Tuska. Nie obchodziła ich nieudolność
rządzących, nie zbudziła z letargu katastrofa Smoleńska, gdy nowy
Prezydent Bronisław Komorowski stwierdził, że "Państwo Polskie się
sprawdziło". Próbowali sobie tłumaczyć, że Afera Amber Gold i praca
syna premiera w spółce córce tej instytucji, to normalność. Nie zbudziło także podwyższenie wieku emerytalnego,
kradzież pieniędzy z OFE. Nie zwracano także sobie głowy seryjnym
samobójcą, którego ofiarami byli m.in. Andrzej Lepper (były
wicepremier), Leszek Tobiasz (świadek oskarżenia w aferze
marszałkowskiej, dotyczącej m.in. Bronisława Komorowskiego, Remigiusz
Miś (technik pokładowy JAK-a 40, który wylądował tuż przed katastrofą
smoleńską i który twierdził, iż słyszał komendę dotyczącą obniżenia lotu
do 50 metrów); generała Petelickiego (twórcę GROM-u).
Okazało
się jednak, iż polskie służby nie są monolitem i pojawiła się afera
taśmowa. To ona zatrzęsła w posadach koalicją PO/PSL i to też
spowodowało, iż rządy koalicjantów nie przedłużyły się na trzecią
kadencję. Mną osobiście wstrząsnęła informacja o prowokacji dotyczącej
podpalenia budki strażniczej przed ambasadą rosyjską oraz układanie się
Marka Belki z rządem. Ludzie zaś przede wszystkim mówili o wulgarnym
języku i słowach pani Bieńkowskiej, iż "tylko idiota może pracować za
sześć tysięcy złotych"
Czy Pan Donald Tusk przekalkulował,
że w Polsce już nic go nie uratuje i postanowił uciec? Czy też może
mocarze Europy stwierdzili, iż zrobił swoje i może odejść na
przygotowane dla niego stanowisko szefa Rady Europejskiej? Na pytania
dotyczące przyczyn ucieczki Tuska, nie znam odpowiedzi.
Faktem jest, iż zachowanie Tuska było dla niego typowe. Uciekł z
tonącego okrętu, zostawiając po sobie bandę nieudaczników.
Kończąc
tę część, jak zwykle przechodzę do wskaźników gospodarczych, które
pokazują, iż sam marketing nie wystarczy, by dobrze rządzić. Wskaźniki
ekonomiczne potwierdzają nieudolność rządu Donalda Tuska i jego ucieczka
z Polski, może być przyjęta jako jedna z najlepszych jego decyzji.
W
2008 r. deficyt budżetu państwa wyniósł 24,3 mld zł, w 2009 r. 27,2 mld
zł, a w 2010 r. 52,2 mld zł, w 2011 r. 25,1 mld zł, w 2012 r. 31,1 mld
zł, w 2013 r. 42,2 mld zł, a w 2014 r. 29 mld zł. Jeżeli chodzi o kursy
walut w ostatnim dniu rządów, to jest w dniu 22 września 2014 r., kursy
przedstawiały się następująco: USD 3,257 (osłabienie PLN o 30% stosunku
do początku rządów); EURO 4,1845 (osłabienie PLN o 14%), a CHF 3,465 zł
(osłabienie PLN o 55%).
A jaki to miało wpływ na inne
wskaźniki ekonomiczne? Wzrost PKB w 2008 r. był na poziomie 5,1%, w 2009
r. na poziomie 1,6%, w 2010 r. na poziomie 3,9%, w 2011 r. na
poziomie 4,5%, w 2012 r. na poziomie 2%, w 2013 r. na poziomie 1,6%
oraz w 2014 r. na poziomie 3,3%.
Natomiast inflacja w 2014 r. wyniosła 0%, a bezrobocie wzrosło do poziomu 11,5%.