Nieco ponad
trzydzieści lat temu wydawało się, iż w Polsce era socjalizmu się skończyła, a
zaczął się okres wolności i kapitalizmu. Cóż, przyznaję, że to były moje
pobożne życzenia i wynikały z niewiedzy i naiwności.
PRL
kojarzył mi się z instytucjonalnym zezwoleniem na monopolizację niemal każdej
dziedziny życia. I tak w polityce mieliśmy konstytucyjnie zagwarantowaną
przewodnią rolę Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W telefonii mieliśmy
prawnie zagwarantowany monopol Telekomunikacji Polskiej, w bankowości królował
Narodowy Bank Polski, tankowaliśmy na "wspaniałych" stacjach CPN, a
zakupu robiliśmy w Gminnych Spółdzielniach (GS-ach). Może i nasze rodzinne
monopole nie musiały się martwić o konkurencję, niestety klienci nie mieli z
nich zbyt wiele pożytku. By posiadać telefon trzeba było mieć znajomości,
paliwo było na kartki, w sklepach były pustki, a w banku kredyty były dobrem
rzadkim, za to pieniądze produkowano w nieograniczonych ilościach. Nie ma co
ukrywać, monopole degenerują rynek i ich najważniejszym celem nie jest dobro
klienta, a utrzymanie swojej pozycji.
Po 1989 roku
na fali euforycznej wiary w kapitalizm pozwolono na rozbicie monopolu bankowego
i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki rynek odżył, a jakość usług
zdecydowanie wzrosła. Cóż takiego się stało, że rynek tak diametralnie się
zmienił. Po prostu powstała konkurencja, wymuszająca na bankach świadczenie
usług na coraz wyższym poziomie. To samo zadziało się na stacjach paliw i we
wszelakiego rodzaju sklepach. Klient nie był już petentem i to od niego
zależało, czy dana firma przetrwa, czy też nie. Panowała wolna konkurencja, a
my pożegnaliśmy się z monopolami. Ale czy aby na pewno?
Niestety
w dłuższym okresie czasu kapitalizm nieuchronnie prowadzi do monopolu. Duże
firmy chcą być jeszcze większe i systematycznie budują przewagę konkurencyjną.
Wypuszczają coraz to nowe produkty, przejmują pojawiające się na rynku firmy,
które w przyszłości mogą stanowić dla nich konkurencję oraz łączą się w coraz
większe twory. Krok po kroku żegnany się z wieloma podmiotami i przechodzimy z
niczym nieograniczonej konkurencji do rynku, gdzie działają oligopole. Nie
odczuwamy pogorszenia jakości świadczonych usług, ale czy aby na pewno? Co
pewien czas słyszymy o nielegalnych zmowach cenowych, o podziale rynku na dane
obszary. Powoli konkurencja odchodzi w siną dal, a na rynku działa kilka
doskonale rozumiejących się podmiotów.
Rynek jest
podzielony i nie ma miejsca na nowe podmioty, a gdy istnieje szansa pojawienia
się konkurenta, to po prostu zostaje on przejęty. Znany wszystkim Facebook
przejął WhatsApp, Instagrama oraz mniej znane firmy takie jak Jio Platforms
(telefonia komórkowa), Oculus (technologia wirtualnej rzeczywistości),
CrowdTangle (programy śledzące), Face.com (rozpoznawanie twarzy), Pebbles
("przenoszenie" ciała do wirtualnej rzeczywistości). Wymieniłem tylko
niewielką część firm, które padły łupem tego internetowego giganta. Na naszych
oczach tworzy się globalny monopolista internetowy, który już teraz kształtuje
nasze poglądy, daje nam rozrywkę i pozwala na kontakt ze znajomymi.
Niestety jak
to bywa z molochami, gdy poczują się naprawdę ważni, a tak właśnie jest między
innymi z Facebookiem, to zaczynają prowadzić politykę, która nie będzie już
zadowalała wszystkich użytkowników. Klient nie jest już panem, a ponownie
petentem, który musi wkupić się w łaski pana. A jeżeli jest niesforny, to po
prostu zostaje odcięty od usług. Tak właśnie postępuje Facebook, a użytkownik
traci kontakt ze swoimi "wirtualnymi" znajomymi. Trump, Korwin, dla
nich nie ma miejsca. A gdy algorytmy staną się jeszcze sprawniejsze, to miejsca
może braknąć także dla mnie i innych myślących inaczej. Co gorsza, nie będę
miał gdzie uciekać, gdyż konkurencja jest systematycznie wycinana lub przejmowana.
Powstaje prywatna cenzura, z którą jeszcze trudniej walczyć, niż z tą
państwową.
Pozwoliliśmy
na zmonopolizowanie znaczącej części Internetu, na przejęcia firm i utraciliśmy
nieco wolności. Niestety tendencja do tworzenia coraz większych podmiotów nie
dotyczy tylko Internetu. Na rynku chemicznym w 2016 roku mieliśmy głośne
przejęcie Monsanto Company Inc przez Bayer AG. Powstała grupa, która między
innymi ma patenty na wiele gatunków ziaren siewnych. W 2013 Sąd Najwyższy USA
wydał wyrok, w myśl którego wyczerpanie prawa z patentu (do ziarna) nie
oznacza, iż pozwala się farmerowi reprodukować opatentowane nasiona bez zgody
Uprawnionego. Po prostu nie możesz zasiać z ziarna, które zbierzesz. Monsanto
to też podmiot, który nie raz truł społeczeństwo i nic wielkiego mu się nie
stało. Wielkie korporacje mają pieniądze, wynajmują najlepszych prawników,
którzy przekonają każdego sędziego, że gówno, to wyśmienite i niesłychanie
zdrowe ciasteczko. A gdy są jakieś problemy, to zazwyczaj pieniądze złamią niejednego
prawego człowieka, ewentualnie pozwolą na likwidację problemu.
A oto
produkty Monsanto: Aspartam dodatek do żywności, który może prowadzić do
nowotworów mózgu i układu limfatycznego (nie udowodniono takowego działania);
Polichlorowane bifenyle – właściwości rakotwórcze, Roundup – pescytyd w wielu
krajach zakazany, z powodu jego toksyczności. Produkty Bayer AG też miały złą
sławę, na przykład Cyklon B używany w komorach gazowych.
Oczywiście
posiadanie znaczącego udziału w rynku ma także inne negatywne skutki, a jednym
z nich jest znana prawda "za duży, by upaść". Tym samym upadek
Deutsche Banku, czy też J.P.Morgan Chase & Co może, doprowadzić do
znaczących perturbacji na rynku krajowym, czy też globalnym. Państwo stało się
zakładnikiem olbrzymów i nie umie się przed nimi bronić. Co gorsza wspiera ich
z całych sił, udzielając różnorakich ulg i zwolnień podatkowych, byle by tylko
wybudowali fabrykę. To są tysiące nowych miejsc pracy. Tysiące powodów do
szantażu. A branży zagrożonych monopolem jest coraz więcej. Energetyka,
przemysł petrochemiczny, samochodowy, telekomunikacja, produkcja AGD,
zagospodarowywanie odpadów, a to oczywiście nie wszystko.
Prawo wyboru
systematycznie kurczy się, a obrona jednostki przed koncernami niedługo będzie
tylko iluzją. Tracimy wolność nie tylko dlatego, że mamy coraz bardziej
zawężony wybór, ale przede wszystkim dlatego, że kurczy się liczba dziedzin,
gdzie sami możemy prowadzić działalność. Pandemia tylko przyśpieszy ten proces.
Chcesz prowadzić sklep, siłownię, klub fitness, gabinet dentystyczny czy też
usługi sprzątania. Nie da rady, musisz wykonywać te usługi pod skrzydłami
wielkich korporacji, które udzielą ci licencji na działalność. To one będą za
ciebie decydować jaki towar kupić, jakie usługi oferować i za ile. Pełna
standaryzacja. Taka czeka nas przyszłość, jeżeli nie obronimy się przed
nadmierną koncentracją firm. Nie będzie klasy średniej, a więc tej, która z
natury była najbardziej niezależna. Będziemy pracować albo na rzecz państwa,
albo na rzecz międzynarodowych korporacji, ewentualnie dostaniemy dochód
gwarantowany.
Mając na
uwadze, jak niebezpieczne stały się międzynarodowe molochy, które są
zagrożeniem naszych wolności, w tym także wolności słowa, państwo musi stanąć
po stronie coraz bardziej stłamszonej większości. Tym samym powinno powstać
globalne porozumienie, na mocy którego zostanie stworzone prawo antytrustowe
oraz silne urzędy antymonopolowe, które z jednej strony nie pozwolą na
niekontrolowany wzrost korporacji, z drugiej zaś uniemożliwią blokowanie
konkurencji poprzez przejmowanie nowych podmiotów. Jeżeli chcemy mieć prawo
wyboru, to musimy dążyć do rozbijania wielkich międzynarodowych molochów.
Stwórzmy
prawo uniemożliwiające przejmowanie zbyt dużego udziału w rynku. Zbudujmy
algorytmy, dajemy limity i gotowe. Wyliczenia mogą być oparte o procentową
liczbę klientów danego podmiotu, wielkość przetwarzanych danych, wielkość
przychodów. Można z tego tworzyć miks, a nad wszystkim niech czuwa urząd
antymonopolowy. Jeżeli chcemy żyć w wolnym państwie, to niestety czasami musimy
pozwolić na jego nieznaczne ograniczenie dla tych najsilniejszych.
Jeżeli nic
nie zrobimy, może się okazać, że jedynym naszym wyborem będzie elektryczne auto
jednego koncernu (VW lub PSA), które jedynie możemy czasowo wynająć, bo nie
stać nas na jego zakup. W Internecie będziemy mogli korzystać z produktów
jednego koncernu (Facebook/Youtube), na stacjach paliw będziemy tankować u tego
jedynego, najlepszego (Schell, BP Petrol), a lekarstwa kupimy u jednego
dostawcy (Johnson & Johnson lub Pfizer). Biada nam, gdy spróbujemy się
sprzeciwić, nie chcemy przecież wylądować poza społeczeństwem.
Wolność jest
wtedy, gdy mamy wolny wybór i możemy swobodnie się wypowiadać. Monopol nie
gwarantuje nam tego, tak samo zresztą jak państwo opiekuńcze, które dusi
prywatną inicjatywę i powoduje, że prowadzenie własnej działalności jest niemal
niemożliwe. Wysokie podatki, koncesje, zezwolenia, wysokie koszty wejścia na
rynek odstraszą większość z nas, są za to jednak idealnymi warunkami dla monopolistów.
Właśnie
przychodzi ich czas. Czas globalnych monopoli. A co z naszą wolnością? A co
znaczą słowa "wolność"? Pewnie na potrzeby nowej teraźniejszości
definicja "wolności" ulegnie zmianie. Więc nie musimy się martwić.
Wolność będzie na pewno, nie wiemy jedynie, co będzie znaczyło to słowo .